Przedstawicielstwo w Polsce

Sytuacja w Polsce po wyborach do Parlamentu Europejskiego

/poland/file/190624wyboryjpg_pl190624_wybory.jpg

Sytuacja w Polsce po wyborach do Parlamentu Europejskiej
EC

W Polsce wybory do Parlamentu Europejskiego odbywały się w kontekście zbliżających się wyborów do Sejmu i Senatu. Wynik był zatem miernikiem wparcia dla poszczególnych formacji politycznych. Dlatego kampania przedwyborcza w niewielkim stopniu koncentrowała się na tematach istotnych z punktu widzenia wspólnoty. Wyniki wyborów i ich implikacje analizują eksperci sieci Team Europe: prof. Jan Barcz, prof. Zbigniew Czachór oraz prof. Joanna Dyduch.

24/06/2019

 

Wybory do Parlamentu Europejskiego przyniosły zmianę składu Parlamentu oraz siły decyzyjnej poszczególnych jego grup politycznych, niemniej w Polsce miały szczególne oddziaływanie wewnątrzpolityczne ze względu na co najmniej trzy aspekty:

· Odbywały się w kontekście zbliżających się wyborów do polskiego parlamentu (Sejmu i Senatu), ich wynik jest więc – z jednej strony – miernikiem wparcia dla poszczególnych formacji politycznych, z drugiej zaś strony – formacji zwycięskiej daje mocny punkt odniesienia w wyborach krajowych (wybory do parlamentu krajowego odbędą się w październiku br., a cztery miesiące po wyborach do PE);

· Były starciem dwóch zasadniczo odmiennych podejść do miejsca Polski w Unii Europejskiej: z jednej strony ugrupowania proeuropejskie i prodemokratyczne, z drugiej – ugrupowania konserwatywne, eurosceptyczne, anty-demokratyczne, jawnie anty-unijne, populistyczne i nacjonalistyczne;

· W tle wyborów pozostawała legitymizacja wewnętrzna dotychczasowej polityki obecnej formacji rządzącej (Prawo i Sprawiedliwość PiS), budującej państwo niepraworządne, a w polityce unijnej reprezentującej podejście co najmniej eurosceptyczne.

Wybory do Parlamentu Europejskiego miały więc istotną wagę dla wewnętrznej, politycznej ewolucji sytuacji w Polsce.

Wyniki wyborów w Polsce

Przy frekwencji 45,68 proc. najwięcej głosów uzyskał PiS (45,38 proc. - 26 mandatów plus 1 w przypadku brexitu), następnie Koalicja Europejska (38,47 proc. - 22 mandaty) i Wiosna (6,06 proc. - 3 mandaty). Deputowani PiS zasilą (według obecnego stanu) w PE Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), deputowani Koalicji Europejskiej i Wiosny – odpowiednio – grupę Europejskiej Partii Ludowej (EPL) – 17 i grupę Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów – 8.

Wybrane aspekty oceny

1. Frekwencja w Polsce – 45,68 proc. (w poprzednich wyborach oscylowała w granicach 21-24 proc.), mimo że niższa od średniej unijnej, która również wzrosła (50,97 proc.), zasługuje na odnotowanie. Przyczyny wzrostu frekwencji w poszczególnych państwach członkowskich UE są zróżnicowane, niemniej pewną ogólną tendencją jest – z jednej strony - kontestowanie działań i stylu politycznego dotychczasowych europejskich elit politycznych, z drugiej zaś - artykułowanie „interesów narodowych”. Wspólnym hasłem przewodnim jest artykułowanie „potrzeby zmiany” tak w zakresie sposobu, jak i kierunku działania UE.

2. Bardzo istotnym czynnikiem, który wpłynął na frekwencję w Polsce było nie tyle zainteresowanie „sprawami UE”, co odwoływanie się do „argumentów negatywnych”: „straszenie PiS” ze strony Koalicji Europejskiej, natomiast po stronie Prawa i Sprawiedliwości wskazywanie na groźbę utraty środków unijnych, zróżnicowanie jakości produktów oferowanych na wspólnym rynku (gorsze i droższe w Polsce), protekcjonizm ze strony „starych” państw członkowskich (pracownicy delegowani), zagrożenie emigrantami. Problemy o zasadniczym znaczeniu w skali europejskiej i globalnej (demografia, konsekwencje zmian klimatycznych) nie pojawiały się w zasadzie w kampanii wyborczej. Podobnie kwestia przestrzegania praworządności istotniejszej roli nie odegrała.

3. Jest to zjawisko zastanawiające, bowiem ludność Polski opowiada się jednoznacznie za członkostwem w UE – ostatnio około 90 proc., co jest ewenementem w skali europejskiej. Zarazem łatwo ulega jaskrawym manipulacjom, przekłamaniom i nadużyciom z podtekstem anty-unijnym (na przykład „wrzucenie” w końcowym etapie kampanii wyborczej sprawy wejścia do strefy euro, z całym arsenałem „zużytych” argumentów, czy „przejęcie” przez formację rządzącą „argumentacji unijnej” – „Polska bijącym sercem Europy”, połączone z gwałtownym porzuceniem „narracji” anty-unijnej i dystansowaniem się wobec zarzutu polexitu). Może to jednak świadczyć o tym – na co wskazują badania socjologiczne, że wsparcie dla UE jest wśród ludności Polski labilne i łatwo można nim manipulować.

4. Na frekwencję oraz wynik wyborów wpływ miała oczywiście dobra sytuacja gospodarcza Polski oraz polityka socjalna rządzącej formacji (duże transfery finansowe na rzecz różnych grup ludności – w przededniu wyborów wypłaty dodatkowych emerytur). Stymulowana przez formację rządzącą obawa przed utratą takich środków, czy ponownym podniesieniem wieku emerytalnego („za sprawą UE”) mobilizowała wyborów. Nie bez znaczenie jest wpływ Kościoła katolickiego, sprzyjającego formacji rządzącej (sojusz tronu i ołtarza), sceptycznego wobec UE i dodatkowo znajdującego się obecnie w głębokim kryzysie (narastający problem nadużyć seksualnych).

5. Przebieg kampanii wyborczej potwierdził bardzo głęboki podział polityczny w Polsce na dwa obozy (na mapie wyborczej Polska rozpada się również „terytorialnie” na część wschodnią, gdzie wyborcy w większości poparli PiS i na część zachodnią, z przeważającym poparciem Koalicję Europejską). Jest to podział, który w wymiernym czasie będzie trudny do przezwyciężenia. Polska nie wpisuje się więc w tendencją ogólnoeuropejską, wyrażającą się w wynikach wyborów do Parlamentu Europejskiego: większa polaryzacja polityczna po stronie ugrupowań pro-unijnych (umocnienie liberałów i „Zielonych”, osłabienie tradycyjnych ugrupowań chadeckich i socjaldemokratycznych) – wyłanianie się „bloku progresywnego”, a zarazem wyrażająca się w zatrzymaniu wypływów formacji konserwatywnych, populistycznych i nacjonalistycznych (które co prawda nieco się umocniły, ale dalekie są od osiągnięcia pozycji, która umożliwiałaby „rozbicie” Unii od wewnątrz) – w rezultacie klęska koncepcji „nowej geografii politycznej Europy”.

6. W Polsce zaś wybory do Parlamentu Europejskiego wykazały konsolidację formacji rządzącej, wyraźnie dążącej do zdominowania w Polsce władczy, przy słabości partii opozycyjnych. Co prawda Koalicja Europejska osiągnęła drugi wynik (38,47 proc. i 22 mandaty), zaś Wiosna (6,06 proc. - 3 mandaty), czyli łącznie ponad 44 proc. wyborców i tylko jeden/dwa mandaty mniej od PiS, niemniej wybory zostały przegrane. Może to mieć istotny wpływ na mobilizację wyborców przed wyborami do parlamentu krajowego w październiku br. Poważniejszym problemem jest słaby styl prowadzenia kampanii wyborczej, świadczący o słabej efektywności Koalicji Europejskiej oraz jej niepewny los (w tym niewielkie szanse na połączenie sił z Wiosną). Wynik wyborów bez wątpienia umocnił również legitymację polityki krajowej i europejskiej obecnej formacji rządzącej.

7. Zwrócić należy również uwagę na to, że ugrupowania populistyczne, skrajnie prawicowe, nacjonalistyczne i antysemickie nie zdołały przekroczyć progu wyborczego. Niemniej łącznie opowiedziało się za nimi około 8 proc. wyborców, w tym przede wszystkim wyborcy młodzi (podobnie w poprzedzających wybory sondażach). Jest to więc narastający problem polityczny w Polsce, a zarazem elektorat, o który może zabiegać formacja rządząca (z dalszymi konsekwencjami). Z drugiej jednak strony zwraca się uwagę na to, że PiS, dążąc do legitymizowania swojej władzy, raczej przesuwa się w kierunku centrum. Wpływ na taki kierunek może mieć też dążenie do uzyskania większej swobody manewru (podobnie jak Węgry pod rządami Viktora Orbana) w Unii Europejskiej.

8. Na koniec należy odnotować, że wyniki wyborów na szczeblu krajowym w Polsce nie „przekładają” się na zmianę w układzie sił w PE. Dotychczasowa frakcja deputowanych z PiS (EKR) w mijającej kadencji była trzecią siłą w PE i liczyła 77 parlamentarzystów, tymczasem wstępne szacunki wskazują, że liczba ta się zmniejszy, nawet uwzględniając w chwili obecnej brytyjskich konserwatystów (do 63 według obecnych danych). Wydaje się, że nie należy spodziewać się aliansu deputowanych wybranych z list PiS z ugrupowaniami anty-unijnymi, takimi jak Zgromadzenie Narodowe (RN) Marine Le Pen, Liga Matteo Salviniego czy Partii Brexitu Nigela Farage'a. Zatem deputowani PiS będą pracować w PE w mało liczebnej frakcji. Ryzyko marginalizacji na szczeblu unijnym, przy dużym poparciu w kraju, może mieć konsekwencje w relacjach z Unią oraz dla krajowej polityki „unijnej”, pogłębiać frustrację PiS i przyczyniać się do utrzymywania narracji politycznej „o rządach brukselskich elit”. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że nową koalicję w PE tworzyć będą chadecy i socjaldemokraci z udziałem liberałów lub „Zielonych”. Z pewnością więc koalicja taka utrzyma zdecydowanie nastawienia wobec niepraworządności w państwach członkowskich UE oraz wobec głównych kierunków reakcji na zmiany klimatyczne i demograficzne.

Uwarunkowania i rekomendacje

1. Najpoważniejszym aspektem wyników wyborów do PE w Polsce jest ich wpływ na wynik wyborów do parlamentu krajowego w październiku br. Jeżeli PiS wygra te wybory (co jest bardzo prawdopodobne) i zdobędzie większość pozwalającą na samodzielnie sprawowanie władzy, umocni to dotychczasowy kierunek polityki tej formacji. Jeżeli natomiast wyniki wyborów umożliwią partiom opozycyjnym stworzenie rządu, to nastąpi zwrot zarówno w polityce wewnętrznej, jak i unijnej. W tym drugim przypadku należy jednak brać pod uwagę, że PiS pozostałby bardzo mocną, skonsolidowaną i doświadczoną partią opozycyjną.

2. Jeżeli PiS wygra wybory w październiku br. i utrzyma rządy na następne cztery lata, to bez wątpienia będzie kontynuował obrany kierunek polityki wewnętrznej (dominacja jednej formacji politycznej w aparacie państwowym, marginalizacja opozycji, własna interpretacja pojęcia praworządności) oraz w polityce unijnej (instrumentalne traktowanie członkostwa w UE, głównie w świetle potrzeb wewnętrznej polityki krajowej).

3. Można zwłaszcza spodziewać się utrzymywania kursu, prowadzącego do rozbieżności (konfrontacji) w stosunku do stanowiska unijnego w sprawie odpowiedzi na podstawowe wyzwania, związane:

· ze zmianami klimatycznymi (i ich wpływem na politykę energetyczną),

· ze zmianami demograficznymi (i ich wpływem na politykę społeczną i migracyjną),

· z budowaniem wspólnej polityki obronnej, zasadzającej się na umocnieniu współpracy przemysłów zbrojeniowych,

· z planami zapobiegnięcia fragmentacji UE poprzez włączenie do strefy euro wszystkich państw członkowskich objętych derogacją czasową.

4. Towarzyszyć temu będzie kontynuacja polityki wewnętrznej, w następstwie której pogłębiać się będzie niepraworządność, utrwalając charakter poważnych i stałych naruszeń zasad funkcjonowania państwa demokratycznego. Konsekwencją tego będzie narastający konflikt z wartościami UE zawartymi w art. 2 TUE, kolejne postępowania przed Trybunałem Sprawiedliwości. Można zakładać, że wyroki w biegnących obecnie postępowaniach nie będą wykonane (względnie podejmowane będą działania pozorowane), co powodować będzie wszczynanie kolejnych postępowań (na podstawie art. 260 TFUE). W takiej sytuacji postępowanie na podstawie art. 7 TUE będzie kontynuowane. W związku z tym koalicyjność rządu PiS w unijnym procesie decyzyjnym będzie ograniczona i utrzymywać się będzie na podstawowym poziomie.

5. W perspektywie najbliższej „zaprogramowany” jest poważny konflikt w toku uzgadniania perspektywy budżetowej: chodzi tak o wysokość środków jakie będą transferowane do Polski, jak i o nowe formy alokacji oraz zasadę warunkowości (ograniczanie w przypadku niepraworządności). Należy liczyć się z tym, że negocjacjom i przyjętym rozwiązaniom będzie towarzyszyć kampania dyfamacji wobec UE w sferze wewnątrzkrajowej, nakierowana na umocnienie własnej pozycji formacji rządzącej jako „jedynego obrońcy interesów państwa”, a zarazem dywersyfikacji wsparcia społecznego dla Unii.

6. Powyższe okoliczności powinny skłaniać do redefinicji relacji w ramach Unii z państwami, w których narastają problemy z praworządnością (do których zaliczyć można Węgry i Polskę). Zwłaszcza relacje te powinny zostać zdywersyfikowane i wyjść poza rutynowe mechanizmy oficjalnego działania państwa w organizacji międzynarodowej, powinny być również prowadzone w sposób przejrzysty i zrozumiały dla obywateli Unii i podmiotów gospodarczych.

7. Najpoważniejsze dylematy związane są z kwestią niepraworządności w niektórych państwach członkowskich (w tym w Polsce), w szczególności po stronie unijnej w żadnym wypadku nie powinna być rozważana alternatywa „reagować”, czy „tolerować” i „układać się”. Ostatnie lata przyniosły jasne wskazanie: Unia Europejska potrzebuje dla poradzenia sobie ze współczesnymi wyzwaniami oraz dla rozwoju - mocnego, wspólnego mianownika, którym są wspólne wartości (potwierdzone w art. 2 TUE). Odejście od tych wartości zachwiałoby samymi podstawami procesu integracji. Tolerowanie niepraworządności byłoby początkiem rozpadu „konstrukcji europejskiej”.

Natomiast elastyczne podejście, dla którego podstawy ustanowione zostały w najnowszym orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości, wydaje się być dobrym rozwiązaniem: najpierw odniesienie się do stanu niepraworządności, a następnie reagowanie w zależności od uwarunkowań konkretnej sprawy. Podejście takie umożliwia Unii elastyczne reagowanie na łamanie praworządności w zależności od trwałości, charakteru i „głębokości” naruszenia.

8. Jak wspomniano, niezmiernie istotne jest zdywersyfikowanie „relacji unijnych”: niezależnie od oficjalnej „linii”, niezbędne jest rozbudowanie bezpośrednich relacji z przedstawicielami regionów, miast, przedstawicielstwami gospodarki, środowiskami nauczycielskimi i naukowymi, a przede wszystkim społeczeństwa obywatelskiego. Dobrym zaczynem są doświadczenia „dialogu obywatelskiego”, ale zarówno forma, jak i zasięg powinny być radykalnie rozbudowane.

9. Komisja Europejska winna wsłuchiwać się i wnikliwie interpretować głosy płynące ze strony relewantnych aktorów politycznych i społecznych w krajach członkowskich, w tym w Polsce. Wskazanym byłoby również w większym niż dotychczas zakresie (być może również w sposób systemowy: dobrze zaplanowany w czasie i przestrzeni) animowanie dyskusji na temat kierunków zmian i ewentualnych reform UE. Dyskusje te, by były skuteczne i funkcjonalne, muszą odbywać się bliżej obywateli, a płynące z nich konkluzje odzwierciedlać nastroje społeczne.

10. Negocjacje budżetowe powinny być prowadzone w pełni przejrzyście, z główną tezą, z którą trzeba dotrzeć do społeczeństw państw niepraworządnych: nie chodzi o „karanie” tych państw i „zabieranie” im środków unijnych, chodzi natomiast o takie „przekierowanie” środków, by trafiały one w miarę możliwości bezpośrednio do beneficjentów, z pominięciem rządzących formacji, „pasożytujących” na wspólnych, unijnych środkach.

11. Szczególnie istotne byłoby rozbudowanie mechanizmów bezpośredniego finansowania projektów społeczeństwa obywatelskiego oraz programów edukacyjnych i naukowych, wspieranych bezpośrednio z instytucji unijnych względnie za pośrednictwem agend unijnych w danym państwie.

 

Opinie zawarte w tekście wyrażają wyłącznie poglądy autorów.

Niniejsza ocena nawiązuje również do wniosków dyskutowanych podczas konferencji naukowej – Polska w UE po wyborach do Parlamentu Europejskiego, w której uczestniczyli członkowie Team Europe (Kielce, 10-11 czerwca 2019 r.).