Przedstawicielstwo w Polsce

Konarski: Polacy ufają Unii

/poland/file/190301konarskimainjpg_pl190301_konarski_main.jpg

Wawrzyniec Koanrski
EC

 

Ewolucja postrzegania UE przez Polaków w szczególnym stopniu jest zależna od retoryki głoszonej przez dwubiegunowo zorientowane obozy polityczne – pisze prof. Wawrzyniec Konarski* analizując raport Eurobarometr 90. Z badania wynika m.in., że Polacy są wciąż w czołówce narodów najbardziej entuzjastycznie nastawionych do Unii, zaś wśród wspólnotowych instytucji największym zaufaniem obdarzają Parlament.

01/03/2019

 

ANALIZA Raportu Krajowego Standardowy Eurobarometr 90 Opinia publiczna w Unii Europejskiej

 

Segment I Raportu – Polacy o UE na pół roku przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

1) Postrzeganie Unii Europejskiej

Ubiegłoroczne umiejscowienie Polaków w zbiorze czterech narodów najbardziej entuzjastycznie nastawionych do Unii Europejskiej oznacza powrót do poziomu sprzed ponad 10 lat, co - jak wiadomo - przełożyło się w okresie po roku 2008 na tendencję spadkową trwającą do roku 2013. Jeżeli dodać do tego zaledwie 10 proc. ocen negatywnych i 36 proc. neutralnych oznacza to, że obecna recepcja atutów UE wśród Polaków stoi na wysokim poziomie. Jest to zarazem istotna informacja zarówno dla obecnie rządzących, jak i opozycji intensywnie zaangażowanej w poszukiwanie formuły na wypracowanie wspólnoty wartości, w którym to procesie UE stanowi niezwykle ważny punkt odniesienia. Powyższy wynik dla tych pierwszych stanowi zatem ostrzeżenie przed podejmowaniem działań stanowiących podstawę do posądzania ich o przygotowywanie polexitu, dla tych drugich natomiast jest zachętą do skonkretyzowania i przyspieszenia działań tworzących z nich promotorów aktywnego członkostwa Polski w UE. Istota sporu między jednymi i drugimi polega niezmiennie na wyborze dwóch wariantów tego członkostwa. I tak, wedle rządzących ma być ono nastawione na eksponowanie suwerennych atrybutów państwa narodowego w ramach pasywnej w istocie struktury integracyjnej, w niewielkim stopniu wpływającej na realia polityczno-ustrojowe państw członkowskich. Natomiast dla opozycji ma być ono zorientowane na aktywną obecność Polski w procesie kształtowania obecnego i przyszłego kształtu Unii. Ewolucja postrzegania UE jest zatem w szczególnym stopniu zależna od retoryki politycznej głoszonej przez wzajemnie dwubiegunowo zorientowane – pod kątem wyrażanych wartości – obozy polityczne.

2) Poziom zaufania do Parlamentu Europejskiego

Obdarzanie przez Polaków Parlamentu Europejskiego największym zaufaniem w porównaniu innymi instytucjami UE od ponad dziesięciu lat uzyskuje względnie stabilny poziom procentowego poparcia – od 43 do 54 proc. - przekraczając obecnie o 6 punktów procentowych średnią europejską. Fakt, że jest on największy w gronie osób w wieku średnim i z wyższym wykształceniem stwarza przesłankę ku raczej utrzymaniu tej tendencji. Pozytywne nastawienie Polaków do PE może wynikać z przeświadczenia, iż sam akt bezpośredniego głosowania nadaje wyborcy jednoznacznie podmiotowy charakter jako kreatorowi struktury zależnej od jej/jego demokratycznie i niezależnie wyrażonej woli. Taki status PE stanowi znaczący kontrast wobec profilu innych instytucji UE, powoływanych głównie na kanwie wewnątrzunijnych ustaleń politycznych, nie zaś przy bezpośrednim udziale obywateli państw członkowskich. Ma to pozytywny wpływ na utrzymujący się prestiż Parlamentu Europejskiego i to mimo dwóch czynników, które mogłyby świadczyć o czymś innym. Pierwszym jest stale występująca niewielka frekwencja wyborcza, która jest obecnie zjawiskiem świadczącym o kryzysie szeroko pojmowanej partycypacji politycznej, nie zaś objawem pomniejszenia rangi tego akurat zgromadzenia. Drugim natomiast jest fakt, iż PE przez lata nie posiadał, mając inny profil, analogicznego kompetencyjnie charakteru do parlamentów w państwach członkowskich UE. I wreszcie, równie ważne z punktu widzenia potencjalnych wyborców jest także to, że w zgromadzeniu tym obecne są też siły eurosceptyczne. Stwarza to wyborcom mającym takie właśnie poglądy gwarancję nieskrępowanego prezentowania opinii przez ich reprezentantów.

3) Wiedza o Parlamencie Europejskim

Najbardziej zaskakującym paradoksem, jaki wynika z tego segmentu Raportu jest niski poziom wiedzy o bezpośrednim sposobie kreowania PE, prezentowany przez narody o długoletnim stażu w UE: Holendrów i Francuzów oraz najwyższy poziom tej wiedzy, przewyższający 80 proc. i widoczny u narodów o stażu najkrótszym: Greków, Cypryjczyków, Maltańczyków i Bułgarów. Dobry jest też wynik Polaków (70 proc.) znacząco przewyższający średnią unijną (59 proc.). Pokazuje to zdecydowanie silniej rozwiniętą motywację poznawczą u młodszych stażem obywateli państw członkowskich aniżeli u tych pierwszych, podlegających syndromowi swoistej rutyny.

Na tym tle rodzi się wszakże potrzeba uzupełnienia tego fragmentu raportu o pytanie dotyczące wiedzy Polaków o logice funkcjonowania PE jako struktury podzielonej na transnarodowe frakcje ideologiczne, nie zaś złożonej z reprezentacji o charakterze narodowym, co jest przecież odzwierciedlone w składzie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Postawienie takiego pytania jest o tyle istotne, że w trakcie przebiegu kampanii wyborczych wielu polskich kandydatów do PE nie stwarza rękojmi, iż rozumie powyższą logikę wielokrotnie akcentując potrzebę eksponowania na forum tego zgromadzenia właśnie interesów narodowych, nie zaś zbieżnych z profilem ideologicznym konkretnej frakcji jw. Brak wiedzy o tej logice można dostrzec w aktualnych wypowiedziach prominentnych polityków np. Prawa i Sprawiedliwości, w tym byłej premier Beaty Szydło, która kandyduje w wyborach do PE zaplanowanych na maj 2019 r. Ma to naturalnie wpływ także na potencjalnych wyborców, którzy ulegają tak formułowanej retoryce postrzegając kandydatów jako właśnie reprezentantów narodowych. Dlatego też uzyskanie od respondentów odpowiedzi na dodatkowe pytanie dotyczące rozumienia przez polskich wyborców ról, jakie mają do wypełnienia członkowie PE w rzeczywistym stopniu mogłoby merytorycznie wzbogacić ten fragment Raportu.

 

Segment II raportu - Polacy o sytuacji w kraju.

1) Ocena sytuacji w Polsce

Systematyczny i wyższy o niemal 20 punktów procentowych od średniej unijnej wzrost pozytywnej oceny sytuacji w Polsce w okresie ostatnich ponad pięciu lat sprzyja sformułowaniu wniosku o dwoistym charakterze. Z jednej strony taka ocena stanowi kredyt społecznego zaufania wobec rządzących, z drugiej jednak staje się dla nich wyzwaniem na przyszłość. Ta ostatnia konkluzja jest szczególnie zasadna w odniesieniu do preferencji wyborczych ludzi bardzo młodych, których – jak wynika z Raportu - charakteryzuje szczególny entuzjazm wobec biegu spraw w kraju. Dlatego też poczynania rządzących będą musiały w znaczącym stopniu uwzględniać oczekiwania tej właśnie grupy, to bowiem będzie miało konkretne przełożenie na jej wspomniane preferencje.

2) Zaufanie do wybranych instytucji i postrzeganie polskiej demokracji

Mimo tego, że zaufanie do rządu wzrosło od roku 2013 o 14 punktów procentowych, to fakt, że sięga ono poziomu 33 proc. i jest mniejsze aniżeli średnie zaufanie wobec rządu na poziomie europejskim nakłada na rządzących w Polsce konieczność podejmowania działań w kierunku poprawy swego wizerunku. Z drugiej strony brak zaufania widoczny u 60 proc. badanych, choć wysoki, to i tak jest najmniejszy z perspektywy ponad pięciu ostatnich lat. Wypada podkreślić, że większe niż wyliczone poparcie dla rządu ze strony osób starszych i o wykształceniu podstawowym potwierdza profil typowego wyborcy głosującego na rządzącą prawicę. Występowanie najwyższego, powyżej 60 proc., poziomu zaufania do rządu wśród Holendrów i Maltańczyków oddaje ich tradycyjne nastawienie do państwa jako instytucji wiarygodnej. Z kolei, najniższe zaufanie występujące u Greków, Hiszpanów i Chorwatów - od 14 do 19 proc. - jest zbieżne z kryzysem zaufania do państwa jako instytucji, które od kilku lat ma tam charakter społecznie przewlekły.

Stwierdzony poziom zaufania Polaków do wymiaru sprawiedliwości – na poziomie 35 proc. - oznacza utrzymanie zapoczątkowanej w roku 2017 niekorzystnej tendencji i jest zdecydowanie gorszym wynikiem od średniej unijnej. Tendencja ta jest pokłosiem zmian w polskim systemie sprawiedliwości po objęciu władzy przez prawicę, które są odbierane jako intencjonalnie i ideologicznie kontrowersyjne. Nie było to jeszcze zauważalne na taką skalę w roku 2016, natomiast skutki tych zmian są obecnie kontestowane przez znaczący segment opinii publicznej. Tę ostatnią uwagę wyraźnie potwierdza utrzymujący się przez ostatnie dwa lata wysoki poziom braku zaufania do wymiaru sprawiedliwości, sięgający 58 proc. Najmniejsze zaufanie do wymiaru sprawiedliwości u Bułgarów (19 proc.) oraz najwyższe u Duńczyków (87 proc.) to odpowiednio, wysoce negatywny i takiż pozytywny, dowody postrzegania stanu praworządności w tych państwach przez oba te narody.

Wzrost zadowolenia ze sposobu funkcjonowania demokracji w Polsce począwszy od roku 2013 przejawia tendencję wzrostową, przy czym nie jest to tempo dynamiczne, choć przewyższa średnią unijną (57 proc.) o 7 punktów procentowych i jest równe z wynikiem Portugalii. Największy poziom zadowolenia występuje wśród najmłodszych i najstarszych wiekiem respondentów, co jednak i tak pozostaje w tyle za rezultatem właściwym Danii (91 proc.), co kolejny raz potwierdza wysoce pozytywny odbiór tego państwa w oczach jego obywateli.

3) Największe wyzwania stojące obecnie przed Polską

Pozostawanie kwestii związanych z szeroko ujmowaną sferą bezpieczeństwa finansowo-socjalnego w kręgu najważniejszych wyzwań, jakich świadomi są Polacy, a obok nich Słowacy, Bułgarzy i Estończycy, nie stanowi tu zaskoczenia. Zakładam, że tendencja ta nie powinna ulec zmianie także w roku obecnym. Jest to związane, po pierwsze, z obawami przed wyczerpywaniem się finansowych rezerw państwa, która to spekulacja - sygnalizowana przez zwłaszcza tych polityków i ekonomistów, którzy niechętni są obecnemu rządowi - zderza się z brakiem reakcji tego rządu na takie posądzenia. Będzie to sprzyjać utrzymywaniu się podobnych obaw. Po drugie, za sprawą dwóch nadciągających w tym roku kampanii wyborczych – wspomnianej do Parlamentu Europejskiego oraz obu izb polskiego parlamentu – nastąpi eskalacja obietnic wyborczych tak ze strony obozu rządzącego, jak i szeroko ujmowanej, jednoczącej się, opozycji. Będą one adresowane zarówno do ogółu wyborców, jak też do ich wyodrębnionych segmentów. W tym drugim wypadku znajdzie wówczas swoją weryfikację stwierdzona w politologii zasada tzw. antycypowanej reakcji. Należy ją rozumieć jako świadome kierowanie konkretnej oferty politycznej przez jej nadawcę do tych grup społecznych, które stwarzają największą gwarancję oddania głosów na tych właśnie nadawców. Retoryka swoistego rozdawnictwa (vide 500+) czy aktualnie zgłaszane zapowiedzi kolejnych świadczeń ilustrują w minionych 3 latach działania obozu rządzącego, który - chcąc utrzymać dotychczasowe poparcie - kontynuuje ją już teraz, mimo że oficjalna kampania jeszcze się nie rozpoczęła, adresując je do podatnych na nią grup społecznych, jak emeryci czy mieszkańcy małych miasteczek czy wsi[1]. Oznacza to, że skala rzeczywistych wyzwań o takim charakterze zostanie objawiona dopiero po wyborach jesienią 2019, z czego zdają sobie sprawę bardziej analitycy aniżeli potencjalni wyborcy. Pewnym zaskoczeniem jest wreszcie fakt traktowania bezrobocia jako wzbudzającego obawy aż u sześciokrotnie mniejszej aniżeli w 2014 r. grupy respondentów. Jest to z jednej strony istotny atut wyborczy rządzących, ale z drugiej pokazuje to, że badani nie biorą pod uwagę perspektywy powrotu do kraju Polaków pracujących za granicą już od blisko 15 lat, a taki powrót naruszyłby znacząco sytuację na rynku pracy.

 

Segment III raportu - Opinia Polaków o środkach masowego przekazu

1) Ocena wiarygodności środków masowego przekazu

Pogląd, iż media nie są wolne od politycznych nacisków wyraża 53 proc. Polaków, co oznacza wynik minimalnie mniejszy od opinii Czechów (54 proc.), Litwinów (56 proc.) i Węgrów (57 proc.), a zarazem o zaledwie 1 punkt procentowy przewyższa średnią unijną. Towarzyszący Grekom największy sceptycyzm wobec poglądu o niezależności mediów jest aż o 33 punkty procentowe większy od tej średniej. Z kolei, największy optymizm - wyrażany tu przez Finów i Irlandczyków – osiąga poziom o 19 punktów procentowych mniejszy od tejże średniej.

Powyższe dane stanowią swoisty paradoks, jeśli zestawić je z wynikami wokół pytania o wiarygodność mediów. Okazuje się, że postrzeganie tego kryterium przez Polaków jest zaledwie o 4 punkty procentowe mniejsze aniżeli wynosi średnia unijna, odpowiednio 54 proc. wobec 58 proc. Najwyższe przekonanie o wiarygodności mediów – osiągające poziom 80 proc. i więcej - właściwe jest Finom, Szwedom, Holendrom i Duńczykom, co przy okazji stanowi interesującą koincydencję regionalną demonstrowaną przez kraje należące do szeroko ujmowanej Europy Północnej. Na tym tle nie dziwi niski wynik Grecji (41 proc.), ale zaskakuje jeszcze niższy Francji (40 proc.).

Zestawienie odpowiedzi na oba te pytania prowadzi do paradoksalnego wniosku, iż wysokiemu wśród Polaków przekonaniu o zależności mediów od politycznych nacisków towarzyszy zbliżone procentowo przekonanie o ich wiarygodności. Paradoks polega więc na tym, że konstatacja faktu upolitycznienia mediów nie przeszkadza znacznej liczbie Polaków w równoczesnym traktowaniu ich jako wiarygodne.

2) Opinia na temat zjawiska dezinformacji w mediach i serwisach społecznościowych

Zjawisko tzw. fake newsów, czyli wiadomości deformujących rzeczywistość uzyskało już trwałe miejsce we współczesnym obiegu informacyjnym. Określenie to ma stosunkowo niedawny rodowód sięgając roku 2017. Wedle internetowego Słownika Języka Polskiego fake newsy rozumiane są jako „nieprawdziwe, fałszywe wiadomości, najczęściej rozpowszechniane przez tabloidy w celu wywołania sensacji, bądź zniesławienia kogoś (najczęściej polityka)”[2]. Postrzeganie tak ujmowanego zjawiska jako problemu na dużą skalę nie jest bagatelizowane zarówno przez większość Europejczyków (71 proc.), jak i Polaków (73 proc.). Generalnie zatem podnosi się społeczna świadomość wynikających z istnienia fake news zagrożeń przekraczając poziom 50 proc. w 24 państwach członkowskich UE. Tylko w 4 z nich (Finlandii, Luksemburgu, Estonii i Danii) nie uważa się tego zjawiska za istotny problem.

Potwierdzeniem tego wniosku jest wysoki poziom przekonania, że fake newsy stanowią zagrożenie dla demokracji. Średnia unijna jest tu bardzo wysoka, przy czym jeszcze wyższy jej poziom występuje w pięciu krajach: Hiszpanii, Chorwacji, Francji, na Cyprze i w Grecji. Występujące w tym ostatnim kraju najwyższe przekonanie o ww. zagrożeniu, w wysokości 92 proc., ponownie pokazuje utrzymujące się wśród Greków poczucie dyskomfortu z tytułu postrzegania realiów własnego państwa.

Z analizowanego fragmentu Raportu wynika też istotny wniosek, iż fake newsy są postrzegane jako zagrożenie dla demokracji, co oznacza, że są niebezpieczeństwem o randze systemowej. Średnia unijna wynosi tu 76 proc. i jest nieznacznie wyższa od polskiej o 3 punkty procentowe, ale zarazem znacząco niższa od greckiej (93 proc.) i cypryjskiej (90 proc.), co nie stanowi tu jednak zaskoczenia, jeśli przywołać poprzednie wnioski z Grecją w tle.

Interesującą tendencją jest rosnący sceptycyzm wobec zamieszczanych w mediach społecznościowych informacji ze sfery polityki. 54 proc. Europejczyków i 48 proc. Polaków uważa, że brak zaufania wobec takich informacji rośnie wraz z wykształceniem respondentów. Pod względem preferencji narodowych sceptycyzm ten charakteryzuje aż 77 proc. Szwedów i tylko 33 proc. Bułgarów, co odzwierciedla zarazem wysokie (Szwecja) lub niskie (Bułgaria) zaufanie społeczne do mediów publicznych i ponownie do instytucji państwa.

W uzupełnieniu warto zauważyć istniejący związek miedzy rosnącą falą fake news i zjawiskiem tzw. mowy nienawiści, w znaczącym stopniu przejawianej na forum mediów społecznościowych, choć nie tylko tam i mającej bezpośredni, negatywny wpływ na poczucie bezpieczeństwa obywatelskiego. Swego czasu jej destrukcyjny wpływ na poczucie tego bezpieczeństwa opatrzyłem osobnym komentarzem, którego fragmenty przytaczam:

„Stosowanie mowy nienawiści jest z reguły zaszłością historyczną, a jej rzecznicy czy apologeci odwołują się zarówno do dziejów odległych, jak i najnowszych. Jeśli widać deficyt autorytetów mogących wpłynąć na spacyfikowanie wzajemnych uprzedzeń, a zwłaszcza tych uwarunkowanych wielowiekową nierzadko tradycją, wówczas pojawia się realna groźba, że werbalnie przejawiana nienawiść może przeistoczyć się w intencjonalnie stosowaną przemoc fizyczną. Dlatego nie można być obojętnym wobec częstych przejawów mowy nienawiści, albowiem grzech zaniechania zawsze przynosi fatalne skutki. A jeśli stronami mowy nienawiści stają się duże grupy społeczne, a więc warstwy i klasy społeczne, czy narody wówczas pojawia się realna groźba systemowo i szeroko stosowanej przemocy. Może do niej dochodzić zarówno między strukturami państwowymi, jak i wewnątrz konkretnego państwa. Ten drugi przypadek obrazują liczne przypadki wojen domowych zawsze będących doświadczeniem o olbrzymim poziomie traumy dla jej ofiar. Destrukcyjny charakter obu takich ekstremalnych sytuacji pokazały liczne przykłady z historii dawnej i najnowszej”[3].

 

Dr hab. Wawrzyniec Konarski* – profesor nadzwyczajny w Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie, uprzednio w UJ, SWPS i UW. Badacz zagadnień etnokulturowych i polityczno-ustrojowych w systemach demokratycznych i autorytarnych oraz wybranej problematyki w ramach najnowszej historii politycznej oraz etnopolityki, w tym nacjonalizmów i regionalizmów na tle nowożytnej perspektywy historycznej z uwzględnieniem terytoriów celtyckich w Europie (zwłaszcza Irlandii), państw nordyckich, Europy Środkowo-Wschodniej, wybranych państw w Ameryce Łacińskiej i Azji Wschodniej, byłych ‘białych dominiów brytyjskich’, a także irlandzkich i polskich społeczności imigracyjnych w Australii i USA. Uczestnik licznych – blisko 200 - konferencji krajowych i międzynarodowych oraz wykładowca gościnny w kilkudziesięciu uczelniach i instytucjach edukacyjnych w Polsce oraz w Albanii, Białorusi, Bułgarii, Chorwacji, Czechach, Danii, Finlandii, Hiszpanii, Irlandii, Niemczech, Rumunii, Słowacji, Ukrainie, Wielkiej Brytanii i na Węgrzech, a także w Chile, KRLD i USA; członek stowarzyszeń naukowych m.in.: Komitetu Prognoz PAN „Polska w XXI wieku”, Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych (w latach 2007-2010 - wiceprezes Zarządu Głównego z wyboru), Polskiego Towarzystwa Współpracy z Klubem Rzymskim (od 30 stycznia 2012 - wiceprzewodniczący Zarządu Głównego z wyboru), International Political Science Association. Komentator polityczny w mediach w Polsce i w Europie, w tym w: Austrii, Białorusi, Finlandii, Holandii, Irlandii, Norwegii, Rosji, Szwecji, Turcji, Ukrainie, Włoszech, a także poza Europą: Chile, Chinach, Japonii, Urugwaju i Stanach Zjednoczonych Ameryki; autor blisko 180 publikacji z dziedziny nauk politycznych, kulturoznawstwa, medioznawstwa i stosunków międzynarodowych (opublikowanych po polsku, angielsku, chorwacku, fińsku, niemiecku, rosyjsku, słowacku i ukraińsku), m. in.: A Legacy of Hatred: On the Conflict in Northern Ireland (1991), Nieprzejednani: rzecz o Irlandzkiej Armii Republikańskiej (1991), A Predominant Party System: The Case of Ireland (1994), Pragmatycy i idealiści: rodowód, typologia i ewolucja ugrupowań politycznych nacjonalizmu irlandzkiego w XX wieku (2001), System konstytucyjny Irlandii (2005), Bałkany: Etnokulturowe podłoże konfliktów (współautor i współredaktor, 2006), Niemcy-Polska: Coraz bliżej: Perspektywa polskich i niemieckich studentów, (współautor i redaktor, 2007), Kryzys przywództwa we współczesnej polityce (współautor i współredaktor, 2011), Politolog o polityce. Wywiady, komentarze, opinie i ekspertyzy (2008-2014) (2014).

 

[3] Cyt. za: W. Konarski, Przedmowa, w: A. Bulandra, J. Kościółek, Przeciwdziałanie mowie nienawiści. Podręcznik dla środowiska politycznego, Kraków 2016, s. 9-10.