Przedstawicielstwo w Polsce

EB86: spojrzenie na Polskę

/poland/file/170306marodybarczjpg_pl170306_marody_barcz.jpg

Jak w ostatnich miesiącach zmieniało się nastawienie Polaków do instytucji europejskich i krajowych? Jaka jest przyczyna tych zmian? Socjolog prof. Mirosława Marody oraz prawnik prof. Jan Barcz analizują wyniki najnowszego Standardowego Eurobarometru 86. To cykliczne badanie, realizowane raz na pół roku we wszystkich państwach Unii Europejskiej oraz w krajach kandydujących. Jego wyniki publikowane są w postaci ogólnodostępnych raportów.

06/03/2017

 

Prof. dr hab. Mirosława Marody – socjolog, pracownik naukowy i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego

Podstawowym wydarzeniem w Polsce, które musiało oddziaływać na postawy i nastroje badanych między jesienią 2015 (EB84) a jesienią 2016 (EB86 - zobacz całość badania), było zdobycie władzy przez partię Prawo i Sprawiedliwość. W tym sensie wyniki z 2016 roku można traktować jako reakcję na poczynania i decyzje nowej ekipy rządzącej.

Na progu zmiany władzy, wiosną i jesienią 2015 roku, zaufanie do rządu było niskie (20 proc.). W ciągu roku sprawowania władzy przez rząd premier Beaty Szydło wzrosło o 6 punktów procentowych, nadal jednak jest znacząco niższe niż średnia dla wszystkich krajów EU (31 proc.). Co więcej, mimo że jesienią 2015 roku w porównaniu z wiosną, kiedy władzę sprawowała Platforma Obywatelska, odnotowano pewien spadek odpowiedzi „nie ufam rządowi”, co traktować można jako wyraz ostrożnych nadziei, to jesienią 2016 odsetek osób nie ufających rządowi znów wzrósł (67 proc.) i zbliża się obecnie do poziomu z ostatnich miesięcy rządów PO (70 proc.).

Podobny rozkład odpowiedzi obserwujemy przy pytaniu: „Czy sprawy w kraju idą w dobrym czy złym kierunku?”. W ostatnich miesiącach władzy PO (maj 2015 r.) odpowiedź „w dobrym” wybrało 25 proc. badanych, na jesieni 2015 r. odsetek ten wzrósł do 33 proc. i po roku sprawowania władzy przez PiS pozostaje w zasadzie niezmieniony (34 proc.). Gwałtownie natomiast, bo o 28 punktów procentowych, wzrósł między jesienią 2015 a jesienią 2016 roku odsetek badanych, którzy uważają, że sprawy w kraju idą w złym kierunku. Obecnie sądzi tak 55 proc. badanych.

Ten wzrost negatywnych ocen można częściowo wyjaśnić obawami co do sytuacji gospodarczej kraju w najbliższej przyszłości, gdyż odsetek osób, które uważają, że za rok będzie ona gorsza, wzrósł o 8 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Towarzyszy temu spadek (o 5 punktów proc.) i tak niskiego odsetka osób, które oczekują, że ich życie za rok się poprawi. Za to w porównaniu do jesieni 2015 r. o 11 punktów procentowych zwiększył się odsetek osób wskazujących na problemy z systemem ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych, o 6 - na te związane ze wzrostem cen i kosztów utrzymania oraz o 5 - na te związane z emeryturami.

Jednak za negatywnymi oczekiwaniami co do rozwoju sytuacji w kraju ukryte jest również postrzeganie zagrożenia dla bardziej abstrakcyjnych wartości. W okresie sprawowania rządów przez PiS o 5 punktów procentowych obniżył się odsetek osób oceniających pozytywnie funkcjonowanie demokracji w Polsce, o tyle samo wzrósł za to odsetek osób oceniających ją negatywnie (36 proc.). Wzrosła również o 6 punktów procentowych  akceptacja dla demokracji (z 21 proc. do 27 proc.) oraz dla rządów prawa (z 8 proc. do 14 proc.) jako wartości osobiście cenionych przez badanych.

Można zatem powiedzieć, że przez rok sprawowania rządów przez PiS, rządząca ekipa nie zwiększyła znacząco odsetka swych zwolenników, którzy od początku jej kadencji stanowią około 1/3 badanych. Zdobycze socjalne z pierwszych miesięcy rządów premier Szydło (program 500+, wzrost płacy minimalnej) w niewielkim stopniu przełożyły się na wzrost zaufania i poparcia dla niego. Znaczenia nabierają natomiast zarówno nierozwiązane problemy wpływające na jakość życia obywateli, jak i wzrastająca akceptacja dla demokratycznych wartości.

Wszystko to jednak nie tłumaczy do końca gwałtownego wzrostu odsetka badanych, którzy uważają, że sprawy w kraju idą w złym kierunku, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę, że zdaniem przeważającej części badanych w ciągu najbliższego roku sytuacja ekonomiczna w kraju nie zmieni się ani na lepsze, ani na gorsze (46 proc.) oraz że większość badanych deklaruje zadowolenie z funkcjonowania demokracji w Polsce (57 proc.). Choć odsetek badanych akceptujących twierdzenie, że „przedtem było lepiej” lekko wzrósł (o 4 punkty procentowe), to rozkład opinii w tej kwestii jest bardzo wyrównany (akceptuje ją 48 proc., odrzuca 44 proc.). Rosnące poczucie zagrożenia rozwojem sytuacji w kraju stoi również w psychologicznej sprzeczności z zaufaniem do przyszłości, które deklaruje 64 proc. badanych. 

Ten relatywny optymizm wydaje się mieć swe źródło w przynależności Polski do Unii Europejskiej. Między rokiem 2015 a 2016 o 8 punktów procentowych wzrósł odsetek osób pokładających zaufanie w Unii Europejskiej i obecnie więcej osób badanych ufa jej (45 proc.) niż nie ufa (42 proc.), co plasuje Polskę powyżej średniej EU (36 proc.). Od 2015 roku systematycznie rosło także zaufanie do Parlamentu Europejskiego  (z 43 proc. do 51 proc.) oraz do Komisji Europejskiej (od 42 proc. do 50 proc.). Polacy wydają się, z jednej strony, przypisywać Unii Europejskiej rolę moderatora (bezpiecznika) w przypadku negatywnie ocenianych procesów krajowych, z drugiej zaś strony, traktować ją jako rezerwowy obszar indywidualnych strategii życia, na co wskazuje rosnące (o 11 punktów procentowych w stosunku do jesieni 2015 r.) i bardzo wysokie (85 proc.) poparcie dla polityki swobodnego przepływu obywateli UE.

 

Prof. dr hab. Jan Barcz – profesor prawa międzynarodowego i prawa UE,  wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego

Komentarz w świetle  przestrzegania wspólnej aksjologii Unii Europejskiej

Przypomnijmy najpierw, że fundamentem Unii Europejskiej jest wspólnota wartości jej państw członkowskich, wyrażająca się w szanowaniu „godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości” w warunkach społeczeństwa opartego „na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn” (art. 2 TUE). Zasada państwa prawnego odnosi się przede wszystkim do konieczności respektowania podziału władz, niezależności i efektywności władzy sądowniczej, zakazu arbitralnego działania władzy wykonawczej, respektowana zasady legalności, pewności prawa i równości wobec prawa[1].

W niedawno ogłoszonym raporcie, który stanowił punkt wyjścia dla obrad monachijskiej konferencji w sprawie bezpieczeństwa[2] zwraca się natomiast uwagę na rosnący wpływ przeciwników społeczeństwa otwartego i paralelny spadek zaufania dla modelu społeczeństwa liberalnego, na to że w wielu państwach  więcej osób niż kilkanaście lat temu uważa, iż lepsze rozwiązania polityczne jest w stanie zaoferować rząd autorytarny niż demokratyczny. Autorzy raportu stawiają w związku z tym dramatyczne pytanie[3]: czy wkraczamy w stadium upadku liberalnego porządku międzynarodowego, jaki wytworzył się po 1945 r.?

Jest to pytanie, które wskazuje również na fundamentalny problem, z jakim konfrontowana jest Unia Europejska, tym istotniejszy, że obecnie w kilkunastu państwach członkowskich Unii w sprawowaniu rządów uczestniczą lub rządy takie sprawują partie populistyczne. Do tej grupy państw członkowskich należy Polska po objęciu władzy przez „Prawo i Sprawiedliwość”, w stosunku do której Komisja Europejska wszczęła wstępny etap procedury w sprawie naruszania praworządności. Po kilkunastu miesiącach sprawowania władzy w Polsce przez PiS sytuacja diagnozowana jest przez miarodajnych prawników  w alarmistycznych kategoriach: wskazuje się na odejście od zasady państwa prawnego i ustanawianie systemu autorytarnego[4].

System wspólnej aksjologii, mający głębokie zakorzenienie w europejskiej kulturze chrześcijańskiej i oświeceniowej, jest klamrą spinającą proces integracji europejskiej[5].  Jego podważenie jest znaczenie większym zagrożeniem dla tego procesu niż problemy gospodarcze czy finansowe. Jego odrzucenie, byłoby równoznaczne z położeniem kresu integracji europejskiej i otwarciem drogi do  „wolnej gry interesów państw narodowych”, wymarzonego scenariusza prezydenta Putina.

Analiza przeprowadzona przez prof. Mirosławę Marody wskazuje na dwa zasadnicze wyzwania dla Unii Europejskiej.

  • Z jednej strony ukazuje fundamentalny problem: podejmowane w ramach Unii Europejskiej wysiłki – począwszy od Traktatu z Maastricht a skończywszy na Traktacie z Lizbony na rzecz sprawienia, aby obywatel Unii utożsamiał się ze wspólnotą europejską, nie powiodły się. Szczególnie symptomatyczne jest to w przypadku państw członkowskich takich jak Polska, dla których wejście do Unii Europejskiej stało się trampoliną dla osiągnięcia sukcesu, a obecnie około 40 proc. pytanych uważa, że państwo mogłoby lepiej rozwijać się poza strukturami integracyjnymi[6]. Szczególnie symptomatyczne jest też to, że 25 lat transformacji i członkostwo w UE nie stworzyło efektywnego społeczeństwa obywatelskiego i na tyle silnych mechanizmów, aby zdecydowana większość społeczeństwa była w pełni przekonana do nadrzędnej wartości praworządności i gospodarki rynkowej.
  • Zarazem jednak w analizie tej wskazano na znaczenie, jakie przypisywane jest członkostwu w Unii Europejskiej – jako „bezpiecznika”, „regulatora”, czy „rezerwowego obszaru indywidualnej strategii” (emigracji!) w przypadku złej sytuacji we własnych kraju. I chociaż do 80 proc. wsparcia w Polsce dla członkostwa w Unii należy podchodzić ostrożnie[7], pokazuje to równocześnie, że „konstrukcja europejska” ma przyszłość. Wskazuje na to również otrzeźwienie jakie wystąpiło (chyba również pod wpływem Brexitu) i znalazło wyraz w badaniach w 2016 r.[8]: społeczeństwa państw członkowskich zdecydowanie wypowiadają się za radykalnym zwiększeniem roli Unii w relacjach międzynarodowych, w większości państw tylko około 20 proc. opowiada się za wystąpieniem, a we wszystkich państwach ponad 50 proc. jest za pozostaniem w Unii. 

 

Można z tego wywieść dwa wnioski generalne. Unia potrzebuje radykalnej reformy swojej komunikacji społecznej (wszystkie dotychczasowej środki okazały się niedostateczne). Zarazem, Unia musi zdecydowanie cenić jako dobro najwyższe wspólny system aksjologii, jest to bowiem conditio sine qua non istnienia procesu integracji europejskiej. Procedura przestrzegania praworządności nie może być traktowana kunktatorsko oraz z założeniem, że nie będzie efektywna (lost battle). Unia ma instrumenty, powinna je efektywnie stosować (a w razie potrzeby odpowiednio zmieniać), aby stać na straży wspólnej europejskiej aksjologii.

 


[1] Por. Komunikat Komisji Europejskiej z 11 marca 2014 r. Nowe ramy UE na rzecz umocnienia praworządności.

[2] Munich Security Report 2017. Post-Truth, Post-West, Post-Order? Stiftung Münchner Sicherheitskonferenz (www.ppa-office.com)

[3] Tamże, s. 5.

[4] Profesor Andrzej Zoll pisze o ustanawianiu „systemu mającego wyraźne elementy autorytaryzmu” i „miękkiego totalitaryzmu (Newsweek 2017, nr 7), a profesor Marek Safian podkreśla, że „rządy prawa dobiegły w Rzeczpospolitej końca” (Gazeta Wyborcza z 22 lutego 2017).

[5] Przypomnijmy  drugi motyw preambuły do Traktatu o Unii Europejskiej: „Inspirowani  kulturowym, religijnym i humanistycznym dziedzictwem Europy, z którego wynikają powszechne wartości, stanowiące nienaruszalne i niezbywalne prawa człowieka, jak również wolność, demokracja, równość oraz państwo prawne”.

[6] Por. Polacy wobec UE: koniec konsensusu. Raport Fundacji Batorego z grudnia 2016 r.

[7] Tamże.

[8] Munich Security Report 2017…, s. 17.