chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

ePlatforma na rzecz uczenia się dorosłych w Europie

 
 

Blog

Myl się i rozwijaj!

18/09/2017
by Rafał Żak
Język: PL

Jedno z najczęstszych powiedzeń, które dotyczy porażek brzmi: „Uczymy się na błędach”. Na co dzień pracuję jako trener i zajmuję się rozwijaniem kompetencji pracowników organizacji, w naturalny sposób zatem ten obszar ciekawi mnie szczególnie. Stąd właśnie wziął się pomysł zebrania inspiracji dotyczących popełniania błędów w rozwoju kompetencji. Wiem, że na sali szkoleniowej popełnianie błędów potrafi dać uczestnikom możliwość rozwoju, ukierunkować ich na obszary, o których wcześniej nie myśleli. Ale wiem też, że niespecjalnie lubią pomyłki popełniać. Zdarzało mi się celowo upraszczać instrukcję do zadania, czy wydłużać czas na jego realizację, tylko po to, żeby uczestnicy po jego wykonaniu mieli poczucie sukcesu i odczuwali komfort. Czy jednak miało to szansę pozytywnie wpłynąć na efekty uczenia się? Zobaczmy.

Na początek wykorzystam opowieść o dzieciach, później posłużę się przykładem szkoły garncarstwa, żeby pokazać metaforycznie, dlaczego uczenie się z wykorzystaniem popełniania błędów ma sens. Później zaproszę do treningu gry w golfa, żeby dorzucić do tego jasną wskazówkę, co jest warunkiem koniecznym rozwoju kompetencji w oparciu o niepowodzenia. Następnie przyjrzymy się poważniejszym dowodom na to, że celowe popełnianie błędów daje korzyści w rozwijaniu się.

/epale/it/file/fotolia45044489sjpgfotolia_45044489_s.jpg

Dziecko uczy się chodzić

Anegdota pochodzi z wystąpienia Jacka Walkiewicza, jednego z najbardziej znanych polskich mówców inspiracyjnych. W jednym ze swoich wystąpień Walkiewicz zgrabnie posługuje się opowieścią o dziecku uczącym się chodzić. Brzmi to mniej więcej tak:

Czasem jest tak, że doświadczamy pierwszej porażki w nowym dla siebie temacie. Wymyślamy, że czymś się zajmiemy, podejmujemy próbę i okazuje się, że początki są trudniejsze, niż myśleliśmy. Mylimy się, nie wychodzi nam dobrze, popełniamy błędy. I często wtedy szybko dochodzimy do wniosku, że to nie dla nas. Zaczynamy mówić sobie, że się nie nadajemy i powinniśmy przestać. W efekcie przestajemy się tym zajmować, nie dając sobie nawet szansy na sprawdzenie, czy mogliśmy być w tym dobrzy.

Co by się stało, gdybyśmy tak samo reagowali na nasze dziecko, które uczy się chodzić, wyobraźmy to sobie. Dziecko wstaje i się przewraca o własne nogi, wstaje i się przewraca. Na to my, rodzice, mówimy do niego - „Daj sobie spokój Adasiu, nie będziesz chodził. Trudno. Inni potrafią, a ty nie. Nie będziesz chodził, będziesz pełzał! Zobacz, Franek twój kolega już chodzi. A ty nie! Trudno, najwyraźniej to nie jest dla ciebie!”

Walkiewicz pokazuje, że w rozwoju dziecka popełnianie błędów i ich korygowanie jest podstawą rozwoju.  Ale pokazuje też, że jako dorośli wspierający dziecko w nauce nowych, trudnych umiejętności, dopuszczamy niepowodzenia. Że przewracanie się co i rusz nie stoi w sprzeczności z uczeniem się chodzenia. Że - mówiąc precyzyjnie - właśnie to przewracanie się jest najważniejszym elementem procesu uczenia się. Pokazuje też, że w życiu dorosłym o takim podejściu zapominany. Po pierwsze umyka nam  fakt, że my też podlegamy takim procesom i tak właśnie się uczymy. Tym samym czasem za szybko rezygnujemy. Po drugie - umyka nam to, że inni dorośli, ucząc się nowych rzeczy, również muszą popełniać błędy. I kiedy próbujemy ich wspierać w tym uczeniu się, łatwo i niezauważalnie zaczynamy szkodzić.

Podobnie temat omawia amerykańska psycholożka Carol Dweck, pisząc: „Niemowlęta każdego dnia dążą do tego, aby wyjść poza dotychczasowe ograniczenia. I nie chodzi tu jedynie o drobnostki, ale również o najważniejsze życiowe zadania - naukę chodzenia i mówienia. One nigdy nie dochodzą do wniosku, że to wszystko jest zbyt trudne i niewarte zachodu. Nie przejmują się, że popełniają błędy, nie martwią się, że mogą się ośmieszyć. Stają na nogi, przewracają się, znowu stają. Po prostu prą do przodu.”

 

Garncarstwo

Nauczyciel ceramiki zaczął zajęcia z grupą adeptów od podzielenia klasy na dwie grupy. Pierwszej powiedział, że będzie oceniana za ilość wytworzonych dzieł, drugiej - że podstawą  oceny pracy będzie jakość. Grupa ilościowa dostała proste zasady - ci, którzy na koniec semestru będą mieli pięćdziesiąt funtów gotowych wyrobów dostaną najwyższą ocenę, czterdzieści funtów ocenę o jeden stopień niższą, trzydzieści - jeszcze jeden stopień niżej. Członkowie grupy jakościowej usłyszeli, że otrzymają stopień za jedno, najlepsze dzieło. Co ważne, grupa ta nie miała ograniczeń co do ilości przygotowanych naczyń. Również można było przygotować 50 funtów garnków czy dzbanków, ale też przez cały semestr przygotować tylko jedną sztukę, na zakończenie poddaną ocenie.

Pod koniec semestru nauczyciel zebrał prace i ocenił efekty biorąc pod uwagę dwa kryteria - techniczną stronę wykonania oraz wyrafinowanie. Okazało się, że najlepsze oceny uzyskiwały osoby z grupy ilościowej. W trakcie wyrabiania swojej normy 50 funtów naczyń stale trenowały, popełniając przy tym masę błędów, ale też ucząc się z nich. To pozwalało osiągać coraz lepsze efekty, czyli następował progres. W grupie jakościowej było inaczej - wielu uczniów planowało, jak wykona swoje ostateczne dzieło, projektowało je. W tym przypadku praktyczny aspekt uczenia się zszedł na dalszy plan .

 

Trening golfa

Matthew Syed w  „Metodzie czarnej skrzynki” pisze: „…wyobraźmy sobie, że stoimy na strzelnicy golfowej. Robimy to, co każdy trenujący golfista, czyli w skupieniu posyłamy piłki w stronę dołka, a po każdym niecelnym uderzeniu wprowadzamy drobne poprawki, starając się sprawić, by piłki zaczęły lądować tam, gdzie zaplanujemy. Uczymy się na własnych błędach.

Teraz pomyślmy, co by było, gdybyśmy musieli trenować w nocy. Wszystkie nasze piłki niknęłyby w nieprzeniknionej ciemności. Nie mielibyśmy pojęcia, czy lądują za blisko, za daleko, na prawo czy na lewo od dołka. Choćbyśmy spędzili dziesięć tysięcy lat, ćwicząc w ten sposób, nasza celność nie poprawiłaby się ani na jotę” .

To jest znakomita opowieść o tym, co jest najważniejsze w sytuacji, w której chcemy uczyć się na błędach - musimy móc je dostrzec. Nie jest możliwe rozwijanie się i wyciąganie korzyści z porażek, jeśli nie nauczymy się ich zauważać. Golfista z drugiego przykładu nie ma szans, niezależnie jak długo będzie się starał.

W dostrzeganiu błędów czasem chodzi tylko o przyznanie się przed samym sobą, że je popełniliśmy. Już to może być wyzwaniem. Wyobraźmy sobie handlowca, którego spotkanie biznesowe nie zakończyło się sukcesem. Jasne, że to niepowodzenie jest pewnie efektem wielu składowych. Ale z pewnością znajdzie się taki handlowiec, który wszystkich przyczyn porażki będzie szukał w czynnikach zewnętrznych,  jak specyfika rynku, złośliwość klienta, słaba oferta, którą musi prezentować. Taki, który w swoich rozważaniach nie będzie dostrzegał, że sam mógł zachować się lepiej i część jego wypowiedzi mogła trafniej wpasować się w potrzeby i oczekiwania klienta. Podobną ślepotą na błędy będzie się odznaczał ten, który w ogóle nie  przeanalizuje przebiegu zakończonego spotkania.

Istnieje jeszcze trzecia możliwość  - świadome rzucanie światła na swoje błędy. Wyobraźmy sobie sytuację, że  ćwiczymy prowadzenie prezentacji biznesowych i prosimy grupę  znajomych o wysłuchanie tego, co przygotowaliśmy i podzielenie się informacją zwrotną. Dzięki nim mamy szansę na dostrzeżenie niedociągnięć i okazję do wyciągania wniosków na przyszłość. Podobnie jeśli zakończonych niepowodzeniem zdarzeń nie poddajemy refleksji, narażamy się na bezpowrotną utratę części możliwych rozwiązań.

 

Trening zarządzania błędami

Trening zarządzania błędami (angielska nazwa Error Management Training, w skrócie EMT) opracował w latach 90 Michael Frese z zespołem. Jest to podejście do rozwoju kompetencji, które znacząco wyróżnia się na tle innych koncepcji. Jak sama nazwa wskazuje metoda zakłada nie tylko oczywiste wyciąganie wniosków z pomyłek, ale też aktywne ich prowokowanie. Tworzymy błędy, a później zarządzamy nimi w sposób gwarantujący efektywność uczenia się. Jeśli chcemy prowadzić działania rozwojowe z wykorzystaniem EMT, powinniśmy trzymać się kilku kroków.

Zaczynamy od poinformowania uczestników że na naszym spotkaniu będą się zdarzać błędy, ale po to, by osiągnąć efekty rozwojowe Później zachęcamy uczestników do ich popełniania.  To odróżnia takie szkolenia od tradycyjnych, w czasie których uczestnicy także doznają niepowodzeń we wdrażaniu nowych dla siebie technik i zachowań. Z tą różnicą, że tutaj dowiadują się, że to ma sens i jest celem treningu.

Zadania, które projektujemy dla uczestników są trudne. Nie otrzymują oni także maksymalnie precyzyjnych instrukcji, a raczej ramy, w których mają się poruszać. Tak sformułowane zadania zachęcają z jednej strony do aktywności, z drugiej - popełnianie błędów jest wcześniej przewidziane. W skrócie - utrudniamy uczestnikom życie po to, by dać im okazję do mylenia się.

Jeśli już błąd wystąpi, jest omawiany i analizowany. Samo pojawienie się błędów spotyka się z akceptacją trenera, który podkreśla wtedy, że właśnie dzięki nim mamy okazję do rozwoju.

Intuicyjnie koncepcja wydaje się sensowna. Oswajamy uczestników z błędami, co pozytywnie wpływa na bezpieczeństwo uczenia się. Rzadko kto ma ochotę popełniać błędy i czuć się źle na tle grupy, w tym podejściu jednak od startu słyszymy, że o to chodzi i że jest to gra warta świeczki. Dodatkowo w trakcie zajęć błędy są analizowane, co daje szansę uczenia się.

Najbardziej solidne dowody działania tego podejścia zauważamy na przykładzie szkoleń komputerowych. W 2008 roku ukazała się metaanaliza, czyli podsumowanie wszystkich dostępnych badań w tym obszarze. Zebrano w niej 24 eksperymenty, w których pracę z wykorzystaniem błędów porównywano z innymi metodami rozwijania kompetencji informatycznych. Chodziło między innymi o naukę programowania, korzystanie z takich programów jak Word czy Power Point, obsługę internetu, a także (w trzech przypadkach) uczenie procesu podejmowania decyzji wspieranego korzystaniem z komputera. Wnioski z tych wszystkich badań są obiecujące dla stosowania EMT w edukacji.

Po pierwsze, okazało się, że efektywność szkoleń, rozumiana jako efekty treningu, była wyższa, kiedy trzymano się podejścia EMT. Kiedy w sposób przemyślany korzystano z popełniania błędów, rezultaty uczenia były lepsze, uczestnicy odnosili większe korzyści z udziału w zajęciach. Te, w których metoda nauczania koncentrowała się na idealnym wykonywaniu zadań po uprzedniej instrukcji, nie dawały takich rezultatów.

Po drugie, podejście nastawione na popełnianie błędów znacznie poprawiało wyniki uczenia się mierzone po treningu, ale wyniki uczenia się w trakcie zajęć nie były tak obiecujące. Oznacza to, że uczestnicy w trakcie szkolenia być może nie radzili sobie tak dobrze, jak ci, którym wprost tłumaczono, w jaki sposób mają wykonać daną czynność idealnie. W ostatecznym jednak rozrachunku lepiej potrafili z rozwijanych kompetencji korzystać po zajęciach.

Po trzecie, podejście EMT lepiej się sprawdzało, kiedy chodziło o rozwijanie umiejętności realizowania zadań nieco bardziej skomplikowanych. Takich, w których uczący się ma do rozpatrzenia wiele możliwości i musi poruszać się w kompleksowej rzeczywistości. Kiedy obniżał się poziom trudności zadania, inne formy uczenia sprawdzały się równie dobrze. To pokazuje, że takie podejście najlepiej sprawdzi się  w kompleksowych zakresach umiejętności.

Po czwarte, okazało się, że bardziej efektywne były te szkolenia, których uczestników już w instrukcji informowano, że proponowana forma uczenia się polega na popełnianiu błędów

W zakresie innych kompetencji dowodów jest znacznie mniej, choć i tu są obiecujące rezultaty. Mamy badanie pokazujące efektywność EMT w przypadku uczenia strażaków akcji gaszenia pożarów, szkolenia  kandydatów na kierowców samochodu. W zakresie kompetencji miękkich, psychologicznych, wiemy, że EMT może być efektywne w przypadku uczenia twórczego rozwiązywania problemów, w rozwoju kompetencji negocjacyjnych czy procesu podejmowania decyzji. Dodatkowo też mamy dane, które potwierdzają, że zarządzanie błędami w szkoleniach szczególnie dobrze działa na osoby, które wykazują się takimi charakterystykami jak duże zdolności poznawcze, wysoki poziom ekstrawersji, sumienności i otwartości na doświadczenia. Nie chodzi tutaj o wspólne występowanie wszystkich tych cech, ale o każdą z nich z osobna. 

 

Artykuł został przygotowany na podstawie książki "Sztuka błądzenia", której jestem autorem i wydawcą. 

 

Rafał Żak – trener / coach / autor / mówca. Autor książek „Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi” oraz „Nie myśl, że NLP zniknie” – Ambasador EPALE.

 

Zobacz także:

Rafał Żak - Kłopoty z przywództwem

Rafał Żak - Jak integrować zespoły pracowników?

Rafał Żak - Rozwój oparty na dowodach

Dołącz do Społeczności Praktyków „Pogromcy mitów rozwojowych”!

 

 

Share on Facebook Share on Twitter Share on Google+ Share on LinkedIn

Komentarze

  • Obrazek użytkownika Renata Wrona

    Bardzo ciekawy artykuł. Cytując Konfucjusza, który powiedział „Po­wiedz mi, a za­pomnę. Po­każ mi, a za­pamiętam. Pozwól mi zro­bić, a zro­zumiem.” dokonywanie prób, popełnianie błędów i wyciąganie wniosków jest najlepsza formą edukacji. Każdy z nas popełnia błędy i tylko ci odważni mają najwięcej motywacji, żeby wyjść poza utarte schematy i to oni są w stanie dokonać czegoś nowego.

    Podejście EMT sprawdza się podczas wielu szkoleń i warsztatów, które prowadzę. Obserwuję  to w zakresie kompetencji miękkich, zwłaszcza w przypadku uczenia twórczego rozwiązywania problemów, komunikacji, asertywności czy procesu podejmowania decyzji. Uczestnicy szkolenia chętniej podchodzą do szkoleń, lepiej przyswajają wiedzę i wyżej oceniają szkolenia, w których z góry wiedzą, że będą podejmowali swobodne próby, będą popełniali błędy i razem poszukiwali najlepszych rozwiązań.

    Renata Wrona - Trenerka rozwoju osobistego i Trenerka biznesu, Akredytowana Coach ICF, PR managerka, właścicielka Firmy Prime Image,  Autorka książki z zakresu sukcesu, rozwoju i relacji w życiu kobiety „Szczęśliwa kobieta – rozwój, kariera, miłość” oraz wielu artykułów z zakresu budowania marki, savoir vivre w biznesie, wystąpień publicznych, komunikacji interpersonalnej
    i motywacji. Ambasadorka EPALE.

  • Obrazek użytkownika Piotr Peszko

    Rafał, 

    Ponieważ znamy się i pracujemy w pokrewnych branżach, mam pytanie dotyczące tego, kto płaci za błędy w szkoleniach. Błędy, często powielane, powtarzane i zapamiętywane zapadają ludziom w pamięć i stają się po jakimś czasie właśnie mitami, o których piszesz w swojej społeczności. 

    Przechodząc wprost do pytania: Kto płaci za błędy w szkoleniach? Czy to nie jest tak, że błąd trenera, albo autora książki przekazywany jest dalej i czasami jest z nim tak jak z kulą śnieżną, że rośnie i obrasta w kolejne legendy, a później jest ekstremalnie trudny do zmiany? 

    Z góry dziękuję za odpowiedź

    Piotr 

  • Obrazek użytkownika Rafał Żak

    Chyba da się odpowiedzieć klasycznie: Pan płaci, Pani płaci, społeczeństwo...

    Na pierwszy rzut oka płaci klient finansujący szkolenie. Wszak pokrył fakturę za coś, co wartości nie miało. Ale płacą też uczestnicy, bo zaczynają trzymać się rzeczy niepsrawdzonych, a - co za tym idzie - nieskutecznych. W ostatecznym rozrachunku płaci za to każdy trener. Im więcej z nas będzie pisać i opowiadać bzdury, tym częściej będziemy trafiać na strony "Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty";-)

     

  • Obrazek użytkownika Dorota Szczepan-Jakubowska

    Bardzo fajny tekst o kluczowej sprawie: prawie do błędów. Wielu ludzi paraliżuje strach przed błędem, więc niczego nie ryzykują. A na dodatek, nie pozwalają innym na naznaczone błędami szukanie, jakby ich wolność im zagrażała. Wg. mnie kluczowa jest nauka odróżniania błędów kardynalnych od takich codziennych. Chodzi o to, aby nie robić z igieł wideł. Tę umiejętność można nabyć tylko  praktykując błądzenie. Mój mąż mówi: samodzielnie, nie samotnie! Zatem potrzebne jest też otwarte, odważne wsparcie mentora, szefa lub rodzica. Będzie ono skuteczne, jeśli opiekunowie bardziej niż błędów ucznia będą bać się podcinania im skrzydeł. Narodowo nie mamy tu wielu dobrych wzorów. Uważam, że mamy dwa trudne dziedzictwa: dorobkiewiczostwo, wyrabianie się za wszelka cenę wczesnego kapitalizmu połączone komunistycznym lękiem przed wychylaniem się. Jestem za narodowym programem uczenia się: z błędów na równi z sukcesami. Jestem za tym, aby się zatrzymać i przestać doskonalić. Wtedy otwiera się przestrzeń do faktycznej nauki.

  • Obrazek użytkownika Joanna Kic-Drgas

    Błąd kojarzony jest w naszym społeczeństwie z czymś absolutnie niewybaczalnym, złym, a jednak... każdy i każda z nas popełnia błędy, ponieważ jest to nieuniknione. Czasem błedy są wynikiem zwykłej nieuwagi, czasem niewiedzy, a czasem rutyny. Myślę jednak, że w całym procesie radzenia sobie z własnym błędem ważna jest umiejętność spojrzenia sobie w oczy i przyznania się do tego błedu, a następnie wyciągniecia z zaistniałej sytuacji nauki. Świat nie posuwałby sie ani trochę na przód , gdyby nie błędy...

    Dziękuję pięknie za ten inspirujący i wartościowy tekst.