chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

e-Platforma za obrazovanje odraslih u Europi

 
 

Blog

3 zmiany technologiczne w edukacji on-line dorosłych, których wciąż nie doceniamy

21/02/2018
by Piotr Maczuga
Jezik: PL
Document available also in: FR DE EN SL HR

Początek każdego roku to zwyczajowa wyliczanka tego, co wydarzy się w danej branży. Nie zawsze to, co wróżą specjaliści sprawdza się w praktyce, ale warto znać trendy, bo cechą nawet tych skomplikowanych technologii jest to, że któregoś dnia stają się łatwo dostępne i przyjazne dla edukatorów. Tak było z wirtualną rzeczywistością, mobile learning czy webinariami, mimo, że przez wiele lat wydawało się, że to "technologia kosmiczna" na którą nie jesteśmy gotowi. A już na pewno nie branża edukacyjna, nie dysponująca tak dużymi budżetami, jak marketing czy przemysł.

/epale/is/file/dreamstimexxl95354768jpg-0dreamstime_xxl_95354768.jpg

Fot. Creative Commons Zero (CC0)

Pora więc przyjrzeć się naszej przyszłości, ale z punktu widzenia teraźniejszości i tego, czego może nie doceniamy, bo wydaje nam się oczywiste. Wybrałem te zjawiska, które nie są zupełnie abstrakcyjne i mają w każdym roku realny wpływ na to, jak (się) uczymy. A co najważniejsze: zjawiska, które każdy z nas może wykorzystać niemalże od ręki.

1. Nowa fala kursów on-line

Tworzenie własnych kursów stało się nie tylko możliwe i łatwo dostępne, ale również - co tu dużo ukrywać - proste i przyjemne. Sukces takich serwisów jak Udemy (również ekspansja tego produktu poza kraje anglojęzyczne) pokazuje, że dziś edukatorem może być każdy. Choć nie jest to oparte o żadną wyjątkowo wyrafinowaną technologię, to możliwości, jakie wszystkim chętnym dają platformy edukacyjne są ogromne. Można nie tylko projektować i tworzyć własne kursy, ale również planować i  realizować ich sprzedaż.

Jeszcze kilka lat temu dystrybucja własnego kursu wymagała umiejętności instalacji i obsługi Moodle, a sprawy biznesowe, jak marketing i sprzedaż, były domeną zupełnie innych dziedzin, często edukatorom zupełnie obcych. Dziś nie interesują nas serwery, wtyczki, LMS-y, konfigurowanie płatnej czy bezpłatnej reklamy, bramek płatności elektronicznych. Jedyne, co musimy zrobić, to zaprojektować i stworzyć wartościowy kurs - system zadba o resztę. System żyje ze współpracy w modelu revshare - otrzymujemy darmowe narzędzia i usługi, sami dajemy swoją wiedzę i, mniej czy bardziej sprawiedliwe, dzielimy się zyskami.

Kluczem jest jednak wartość samych kursów. Skoro narzędzie i technologia są dostępne dla każdego, to role edukatorów przejmują osoby nieprzygotowane do niej. Eksperci w danej dziedzinie - owszem, ale niekoniecznie sprawdzeni na polu uczenia dorosłych. Pasjonaci? Tak, ale większość z nich nigdy nie słyszała słowa andragogika.

Tego trendu nie powstrzymamy, ani nie ograniczymy, bo technologia stała się powszechnie dostępna i łatwa w użyciu (o  czym zawsze marzyliśmy), ale przecież nie o to nam chodzi. Warto spróbować samemu sprawdzić o co chodzi z tym trendem. Wystarczy założyć konto w dowolnym serwisie edukacyjnym, przyjrzeć się prezentowanym tam metodykom tworzenia kursów. Wiele osób radykalnie podchodzących do edukacji dorosłych przeżyje rozczarowanie, a nawet złość na to, że uczyć może każdy i tak łatwo, że treści są miałkie, a forma byle jaka. Takie jednak mamy czasy, a istniejące już rozwiązanie trzeba ulepszać, a nie negować.

Dobry przykład na to, że to może działać i być dobre: Artur Jabłoński i kurs on-line: Skuteczna reklama na Facebooku - w oczy rzuca się przede wszystkim bardzo dobre opracowanie marketingowe kursu.

2. Wideo jest wszędzie

Dziś trudno sobie wyobrazić kurs on-line, który nie opiera się o wideo. Klasyczne "klikane" ekrany kojarzące się ze szkoleniami e-learning opartymi o technologię flash zbrzydły już praktycznie każdemu. Mimo, że udawały interakcję, to w praktyce były mało przyjazne i sprawiały, że odbiorca czuł się samotny po zalogowaniu do systemu. Jest to typowa bolączka e-learningu: narzędzia są ciekawe, a technologie inspirujące, ale uczeń nie ma dobrego kontaktu z nauczycielem.

Jednym z najprostszych rozwiązań jest wykorzystanie wideo. Wydawać się może, że jest to proste, bo "gadająca głowa" to nieszczególnie wielkie wyzwanie, a jednocześnie technologia pozwala nam dystrybuować nagrania w zasadzie bez znajomości aspektów technicznych tego procesu. Oczywiste? Niekoniecznie! Jeszcze przed dekadą umieszczenie wideo na stronie internetowej wymagało nie tylko umiejętności kodowania, ale biegłości w formatach, kodekach, enkoderach. Do tego trzeba było się nieustannie głowić, aby każdy komputer i każda przeglądarka internetowa były z odtwarzaniem wideo za pan brat.

Dziś nagrywamy kamerą, aparatem czy smartfonem, a efekt umieszczamy na dowolnym serwisie wideo. Za darmo, łatwo i bez zbędnych czynności. Podobnie z odbiorem. Nie tylko komputery i urządzenia mobilne. Powoli nawet samochody wyposażane są w centra multimedialne i deski rozdzielcze z wkomponowanym tabletem. Wideo jest naprawdę wszędzie.

Dobry przykład na to, że to może działać i być dobre: Arlena Witt i kanał Po cudzemu - autorka w bardzo przystępny sposób uczy języka angielskiego, wspierając się mocno wideo.

3. Jesteśmy na żywo!

Były czasy, gdy webinaria przyciągały setki odbiorców zainteresowanych głównie samym faktem uczestniczenia w takim technologicznym zjawisku. Po prostu sam fakt nadawania na żywo obrazu, dźwięku, prezentacji, możliwości komunikowania się z odbiorcami, wydawał się czymś nadprzyrodzonym. W końcu telewizja, świątynia audiowizualności, do dziś nie osiągnęła takim możliwości w dziedzinie interakcji, jak webinaria właśnie.

Były też minusy: nadawanie wymagało w miarę mocnego (a przynajmniej sprawdzonego w boju) komputera, podłączonego pod wydajne łącze internetowe. Dostęp do narzędzi, reprezentowanych przez specjalne aplikacje, był ograniczony i zwyczajnie drogi. Do tego każdy z nas zaczynał dopiero swoją przygodę z edukacją live, a co za tym idzie - baliśmy się, że tajemniczy chochlik technologii podstawi nam nogę. Coś przestanie działać w najmniej odpowiednim momencie, a przecież nie ma tych odpowiednich. I wreszcie: opanowanie całego tego warsztatu! Trzeba jednocześnie: mówić, pisać, zmieniać slajdy, uruchamiać ankiety, utrzymywać kontakt wzrokowy z kamerą i czytać powiadomienia, które pojawiają się na czacie.

Obecnie uruchomienie własnej audycji edukacyjnej na żywo odbywa się w czasie krótszym, niż minuta. Widzowie przenieśli się głównie do mediów społecznościowych, a trenerzy wydają się być urodzeni przed kamerą. Oczywiście, nie zawsze wszystko działa profesjonalnie, ale najważniejsze jest to, że pozbyliśmy się strachu przed technologią. Chcemy kogoś nauczyć czegoś ważnego? Zakładamy wirtualne wydarzenie na Facebooku, uruchamiamy kamerkę internetową i zaczynamy. Wpadamy trochę w sidła bylejakości, która jest wynikiem braku przygotowania, doświadczenia, a czasem po prostu nie mamy nic do powiedzenia. Niemniej jednak na rynku pojawiło się kolejne pokolenie jaskiniowców, które (inaczej, niż my) same nauczyło się rozpalać ogień, a nie tylko nad nim panować. Zamiast bić pokłony przed technologicznym bożkiem, produkują masowo treści na żywo.

Dobry przykład na to, że to może działać i być dobre: Projekt LiveEdu w którym tysiące programistów na świecie uczy się od siebie kodowania, właśnie w formie spotkań na żywo.

Wspólnym mianownikiem powyższych zjawisk jest jedno stwierdzenie: edukacja dorosłych oparta o technologie stała się banalnie prosta, a do tego niebezpiecznie zbliżyła się do zagadnień świata marketingu czy mediów społecznościowych. Narzędzia stały się powszechnie dostępne i relatywnie łatwe w użytkowaniu właśnie w momencie, gdy powszechnie uwierzono, że można na wiedzy ubić świetny interes. W 2018 roku będziemy więc świadkami renesansu uczenia społecznościowego, a wiele osób, które do tej pory kojarzyliśmy z wysoką specjalizacją w swoich dziedzinach, objawi się w roli edukatorów, w bez względu na to czy nam się to podobna, czy nie.

Piotr Maczuga – od ponad dekady zajmuje się zagadnieniami wykorzystania nowych technologii w edukacji dorosłych. Współautor podręczników w zakresie webinariów, webcastów, knowledge pills i innych metodyk, autor szkoleń z zakresu wykorzystania multimediów w uczeniu i biznesie oraz publikacji poświęconej tej tematyce. Autor bloga  www.maczuga.edu.pl/blog/. Ambasador EPALE.

Zobacz także:
2 niezwykłe narzędzia dla edukatorów ukryte w Windows 10
Błędy, które popełniasz ucząc za pomocą webinarów
Najczęstsze błędy w uczeniu dorosłych przy wsparciu technologii
Trener w chmurze, czyli o narzędziach usprawniających naszą pracę cz. 1
Kilka pomysłów na motywowanie uczestników kursów online
Ile trwa i kosztuje tworzenie elearningu?
Co wybrać i jak wybrać? Podstawowe funkcje narzędzi do webinarów

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
  • Slika korisnika Jana Błażkiewicz
      Wspaniały artykuł! Kompetencje autora w tej kwestii widoczna gołym okiem. Również zgadzam się, że wystarczy trochę umiejętności i przygotowania, aby doprowadzić każdego początkującego do sukcesu dzięki wykorzystaniu nowych technologii. Dziękuję za Pana trafne wskazówki i porady! 
      Sama tego doświadczyłam na studiach podczas zajęć e-learningowych. Tak jak Pan zauważył — do osiągnięcia sukcesu w procesie nauczania niezbędna jest interakcja z nauczycielem — zgadzam się z tym w 100%! Nasza grupa miała wysokie wyniki, bo stale pracował z nami nasz wykładowca, mimo że kurs był głównie online. Dużą pomocą okazała się w tym procesie aplikacja MójTrener.edu. Dzięki niej prowadzący przesyłał nam regularnie materiały do nauki, wprost na nasze smartfony oraz wyznaczał cele do realizacji, o których przypomniała nam aplikacja. U mnie sprawdziło się to świetnie! 
      Więcej na temat tego rozwiązania znajdzie Pan w artykule: https://ec.europa.eu/epale/pl/blog/mojtreneredu-wirtualny-pomost-pomiedz....
  • Slika korisnika Kamila Strojnowska
    Bardzo zaciekawił mnie ten artykuł! Uważam, że wprowadzenie nowych technologii w obieg to bardzo dobry pomysł i może rzutować pozytywnie na przyszłość. Każdy z nas ma w zasięgu ręki swój smartfon, czy komputer więc w łatwy sposób może nauczyć się nowych rzeczy nie wychodząc przy tym z domu.
  • Slika korisnika DUM ALFANSO
    pokolenia wkraczające w życie zawodowe szuka rozwiązań
  • Slika korisnika Rafał Żak
    Im więcej czytam takich tekstów tym mocniej wydaje mi się, że to już czas, żeby z sal szkoleniowych pójść w internety. Szczególnie, kiedy czytam słowa w stylu "zjawiska, które każdy z nas może wykorzystać niemalże od ręki." Dzięki za inspirację do nowych działań. Idę rozstawiać światła i kamery ;-)

  • Slika korisnika Anna Dyjak
    Ja osobiście jestem fanką nowych technologii. Uważam, że temat warto zgłębiać. Obecne pokolenia wkraczające w życie zawodowe szuka rozwiązań, które dają im elastyczność i mobilność. Mi jako mamie dwójki dzieci takie rozwiązania czasem ułatwiają życie... albo inaczej... pomagają godzić życie zawodowe z rodzinnym :) . Dzięki nim właśnie nie stoję w miejscu i dzięki nowym rozwiązaniom mogę nadal dbać o swój rozwój osobisty.
  • Slika korisnika Małgorzata Mazurek

    Ciekawy tekst! Wydaje się, że częściowe przeniesienie się edukacji do Internetu i mediów społecznościowych jest naturalną konsekwencją tego, że osoby uczące się spędzają tam coraz więcej czasu. Jest to jednocześnie szansa na dotarcie z treściami edukacyjnymi do większej ilości osób. Z drugiej strony, wciąż istnieje duża grupa osób, które nieufnie podchodzą do edukacji "online". Jeśli zaś chodzi o jakość, to jest to kwestia związana z treściami publikowanymi w Internecie w ogóle i kluczowej umiejętności krytycznego myślenia nieodzownej w świecie Internetu.