chevron-down chevron-left chevron-right chevron-up home circle comment double-caret-left double-caret-right like like2 twitter epale-arrow-up text-bubble cloud stop caret-down caret-up caret-left caret-right file-text

EPALE

Ηλεκτρονική Πλατφόρμα για την Εκπαίδευση Ενηλίκων στην Ευρώπη

 
 

Ιστολόγιο

Czy edukacja przyszłości ma przyszłość?

22/05/2019
by Piotr Maczuga
Γλώσσα: PL

Kiedy w 2016 roku pojawił się film dokumentalny Jean-Robert Vialleta „Higher education: the new global economic war”, my w Polsce mogliśmy na opisane przez Francuza zjawisko spojrzeć z pewnym dystansem. Film opowiadał o tym, że między 1960 a 2015 rokiem liczba studentów zwiększyła się z 13 do 200 milionów, a uniwersytety zaczęły działać w najbardziej konkurencyjnej branży światowej gospodarki, gdzie na niespotykaną wcześniej skalę łączą się ze sobą polityka, pieniądze i (trochę) nauka. Gdy w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych powstała i ukonstytuowała się nowa klasa młodych dorosłych, nadmiernie wykształconych i nadmiernie zadłużonych jednocześnie, u nas nad Wisłą dyskusja o sensowności wprowadzenia opłat za drugi kierunek studiów już przygasała. Tymczasem nasi koledzy nad Tamizą czy Loarą zadłużali się w takim stopniu i tempie, że nasze rodzime, legendarne już nieco kredyty hipoteczne na mieszkania można by uznać za formę drobnej pożyczki.

/epale/el/file/baim-hanif-89800-unsplashjpgbaim-hanif-89800-unsplash.jpg

Photo by Baim Hanif on Unsplash

  

Kryzys kształcenia czy kształconych?

Czy taki model kształcenia jest optymalny? Jak to się przekłada na kształcenie ustawiczne dorosłych? Skoro uczelnie wyższe, działające jednak w warunkach kształcenia formalnego, bez większego trudu zamieniły się w pozbawione wyższej idei korporacje, to co dopiero na wolnym rynku, gdzie granice są jednak bardziej swobodnie naszkicowane. Również dlatego, że uczymy się w dużej mierze za pomocą technologii, a jej szczegółowego działania nie rozumiemy i rozumieć nie potrzebujemy do tego, aby korzystać z platform czy aplikacji. Nasza wewnętrzna (i często podsycana zewnętrznie) potrzeba stałego zwiększania kwalifikacji i dokształcania się sprawia, że jedynie uczenie wspierane technologią jest na tyle wydajne, aby „zmieścić” się w naszym planie dnia i dać nam poczucie dobrze spełnionego obowiązku i mądrze zainwestowanego czasu oraz energii. Trudno w takich warunkach oczekiwać, że rynek będzie spełniał wszystkie nasze zachcianki oczekując w zamian jedynie drobnych opłat czy też odrobiny odporności na ograniczenia modeli freemium. Zeszłoroczny skandal z Cambridge Analytica pokazał, że naiwność nie jest cnotą, a raczej cnota naiwnością.

Może nam się wydawać, że to problem nielicznych „czarnych owiec„ w branży i takich sytuacji nie da się uniknąć, podobnie jak kieszonkowców, którzy może i stanowią mniej niż 1% tłumu, ale właśnie tego jednego procenta powinniśmy się najbardziej wystrzegać. Tymczasem Chris Hughes, jeden ze współzałożycieli Facebooka zwrócił niedawno uwagę na inny fakt, co zostało odebrane głównie jako krytyka Marka Zuckerberga: „Mark’s influence is staggering, far beyond that of anyone else in the private sector or in government... Facebook’s board works more like an advisory committee than an overseer”. Sztuczny problem? Facebook, Instagram i WhatsApp to jego produkty i pisząc „jego” nie mam na myśli struktury udziałów, ale fakt, że w zasadzie w pojedynkę decyduje on o tym, co kilka miliardów ludzi widzi na co dzień na ekranach swoich telefonów czy komputerów. I nie oznacza to oczywiście, że jest on nuncjuszem samego szatana.

Koncentracja dużej władzy w jednym miejscu sprawia, że zachwianiu może ulec idea, która przyciąga nas do danej usługi, nawet jeśli jej twórcy naprawdę nie mają złych intencji. Globalizacja jest po prostu wygodniejsza. Jeśli szukam wideo to na myśl w pierwszej kolejności przychodzi mi YouTube. I choć znam alternatywy, to sam fakt, że YouTube należy do tej samej firmy, co najpopularniejsza wyszukiwarka treści na świecie (samemu zajmując drugie miejsce w tym rankingu) sprawia, że trafię prawdopodobnie właśnie tam. Zadziała zasada naczyń połączonych i fakt, że w globalnym świecie internetu mamy kilka wielorybów i masę planktonu, który sprawia wrażenie różnorodności. Nie chcielibyśmy przecież żyć w przekonaniu, że o tym, co robimy w sieci decyduje - dosłownie - 5 czy 6 osób.

Jak zatem wygląda rynek edukacji dorosłych z wykorzystaniem technologii? Zacznijmy od tego, że jesteśmy tylko kawałkiem, ale jednak sporego tortu. HolonIQ szacuje, że do 2030 roku globalny rynek edukacji będzie wart 10 kwintylionów dolarów (czyli $10 000 000 000 000) i będzie stanowił około 6% GDP. Oczywiście w tych liczbach mamy wszystkie formy i poziomy edukacji. Jest się więc o co bić.

Czy oligopol edukacyjny jest dobry?

Sytuacja, gdy kilka podmiotów przejmuje większą część danego rynku nie jest jednoznacznie dobra, ani zła. Pierwsza refleksja to zazwyczaj strach przed monopolizacją. Coś budzi nasz niepokój i podświadomie czujemy, że żyjąc w takim świecie stajemy się niewolnikami braku realnego wyboru. Nowy telefon? Do wyboru mamy urządzenie z systemem Android lub iOS. Resztę stanowi „plankton”. Lecimy gdzieś na wakacje? Wsiadamy do samolotu wyprodukowanego przez jedną z firm z grupy Boeing lub Airbus. Przykłady można mnożyć.

Z drugiej strony - gdy otwieramy edytor tekstu, to ufamy narzędziu takiemu jak Word. Jest standardem, który istnieje na rynku od 1983 roku. Część konkurencji (np. Open Office) musiała zaakceptować ten fakt i umożliwić obsługę plików Word w swoich aplikacjach.

Można też spojrzeć jeszcze inaczej, a konkretnie na własne podbrzusze, w okolicy zamka błyskawicznego. Jest mniej więcej 50-procentowe prawdopodobieństwo, że znajdziemy tam litery YKK za którymi skrywa się Yoshida Manufacturing Corporation, japońska firma wytwarzająca 7 miliardów zamków błyskawicznych rocznie. Nie dość, że robią to z japońską precyzją i dbałością, to dzięki skali, zapewniają rozsądne ceny. Wyprodukowanie trwałego, ale jednocześnie nie rzucającego się w oczy suwaka sukienki kosztuje $0,32. Gdyby projektant chciał zrobić to samodzielnie, to każdy egzemplarz kosztowałby $65.

Przekładając te wnioski na edukację, trudno o jasną odpowiedź czy oligopol daje nam więcej korzyści czy strat. Zobaczmy więc, jak to wygląda na konkretnych przykładach.

Kto rządzi edukacją?

Zgodnie z raportem Global Smart Education Market 2018-2022, najwięksi gracze to: Blackboard, Cisco Systems, Instructure, Pearson, Samsung, Dell, Adobe, Discovery Communications, Echo360, Fujitsu, Jenzabar, IBM, Promethean World i Ellucian.

W raportach tego typu duże znaczenie ma metodologia badań i fakt, że wnioski „fałszuje” nieco wmieszanie tutaj kształcenia formalnego. Niemniej jednak to te firmy zarabiają na edukacji najwięcej. Większość z nich jest nam znana, choć nie zawsze z edukacji, dlatego pominę nudne prezentowanie ich profili. Piszę o nich dlatego, że za chwilę przyjrzymy się przyszłości edukacji, więc miejmy „z tyłu głowy” fakt, że te firmy istnieją, działają, zarabiają miliardy. Pomyślmy jaka będzie ich rola, gdy zaczną się sprawdzać scenariusze przyszłości.

Część firm przepadnie, część się przekształci, a inne zostaną - jakby to nazwał Malcolm Gladwell - łącznikami.

Jaka będzie edukacja przyszłości?

Holon IQ w swoim raporcie przedstawia pięć możliwych scenariuszy. Zapewne do 2030 nie sprawdzi się tylko jeden z nich, ale wygląda to - mniej więcej - tak:

  1. Edukacja nie zmienia się znacząco. W 2030 r. gospodarka światowa wykazuje stały wzrost, po okresie powolnej wydajności w poprzednich dziesięciu latach. Tendencje demograficzne w gospodarkach rozwiniętych osłabiły podaż pracy, jednak przyczyniły się do poprawy globalnej wydajności i globalnej równości dochodów. W związku z tym w dalszym ciągu to tradycyjne instytucje edukacyjne zapewniają najbardziej skuteczne narzędzia do tworzenia miejsc pracy i budowania dobrobytu. Jednak dają znać chroniczne niedobory umiejętności w zaawansowanych gospodarkach ze względu na zmiany demograficzne, potrzebę przekwalifikowania ogromnej liczby pracowników, a klasyczna edukacja nie jest w stanie „obsłużyć” tego problemu.
  2. Wzrost znaczenia regionów. W 2030 r. gospodarki światowe stały się coraz bardziej zintegrowane lokalnie. Znaczące zmiany demograficzne w ciągu 10 lat między 2020 a 2030 r. w różny sposób wpłynęły na kraje i regiony. Kraje rozwijające się, stanowiące większość ludności pracującej na świecie w 2030 r., muszą umożliwić edukację i miejsca pracy dla stale rosnących populacji. Kraje rozwinięte są za to w pewnej stagnacji spowodowanej m.in. starzejącą się „siłą roboczą”. Dla każdej grupy współpraca regionalna zapewnia sposób na wspieranie wzrostu gospodarczego, osiąganie wydajności, łagodzenie niedostatecznej lub nadmiernej podaży kapitału ludzkiego (co staje się krytycznym atutem strategicznym XXI wieku), przy jednoczesnym zachowaniu unikalnych cech kulturowych i narodowych.
  3. Władza w rękach największych. Globalizacja zbliżyła świat dzięki integracji handlu międzynarodowego, technologii, inwestycji i kapitału ludzkiego. Umowy wielostronne i polityki wolnego rynku usunęły bariery w handlu międzynarodowym, a stabilne środowisko geopolityczne sprzyja globalnej konkurencji i wzrostowi. Dzięki technologii możliwe jest niespotykane wzajemne powiązanie między kulturami oraz wymiana idei i wartości. Działalność polityczna wzrosła do poziomu globalnego, ponieważ organizacje ponadregionalne odgrywają większą rolę w kształtowaniu prawa międzynarodowego, bezpieczeństwa i handlu.
  4. Peer-to-Peer. W 2030 r. globalna gospodarka „peer-to-peer" przeszła do głównego nurtu i jest obecnie akceptowanym sposobem na życie, pracę, naukę i zarabianie. Dzięki spadkowi kosztów transakcyjnych i wszechobecnej łączności wymiana towarów i usług na zasadzie „człowiek-do-człowieka” oznaczała dezintegrację „instytucji" w większości branż. Reguły rządzące „starą gospodarką”, w których efektywność została osiągnięta dzięki standaryzacji i ekonomii skali, nie mają już zastosowania. Zaufanie konsumentów do głównych instytucji jest niskie. Ta „zmiana władzy" ze scentralizowanych na rozproszone modele opiera się na technologii, która wspiera działania oparte na zaufaniu (jak np. obecnie kryptowaluty).
  5. Technologia przejmuje władzę. Postęp sztucznej inteligencji przyniósł znaczące korzyści ekonomiczne większości krajów na świecie, ponieważ nakłady pracy uległy spowolnieniu w zaawansowanych gospodarkach, znaczenie wydajności w napędzaniu ogólnego wzrostu jest obecnie krytyczne. Kraje, w których brakuje umiejętności i siły roboczej, wdrożyły technologie sztucznej inteligencji w wielu gałęziach przemysłu, automatyzując rutynowe zadania i uwalniając kapitał ludzki w celu zwiększenia wartości dodanej. Wynikający z tego wzrost produktywności dzięki automatyzacji procesów, zwiększonej siły roboczej oraz zwiększonemu popytowi konsumentów na produkty i usługi ulepszone przez sztuczną inteligencję przyczynił się do wzrostu globalnej gospodarki.

Który scenariusz wydaje się najlepszy, albo najbardziej prawdopodobny? Trudno powiedzieć, ale z pewnością, jako ludzkość, nie wybierzemy jednej drogi. Nie da się wykluczyć jednoznacznie któregokolwiek z modeli, bo każdy ma w sobie swój sens. Trzeba jednak założyć, że przez następne kilkanaście lat edukacja dorosłych (i nie tylko) zmieni swoje oblicze nie do poznania. Powinniśmy więc skupić się na śledzeniu nowych ścieżek, jeszcze nie przetartych, zamiast łatać dziury na tych starych. Jako edukatorzy mamy zatem kilka działań do podjęcia:

  • Pomagajmy organizatorom „klasycznej” edukacji, np. uczelniom organizującym kursy czy studia podyplomowe, aby ich oferta mogła być konkurencyjna. Często spotykam się z tym, że uczelnie nie rozumieją potrzeb rynku, mimo że mają mu bardzo dużo do zaoferowania. Myślę, że osoby koordynujące taką współpracę stworzą zawód przyszłości w branży edukacyjnej, bo po prostu będą niezbędne.
  • Śledźmy trendy w zakresie technologii i patrzmy uważnie kto i co za nimi stoi. Dziś wiele biznesów (również edukacyjnych) powstaje w modelu charakterystycznym dla startupów - ładnie opowiadają o swoim produkcie, ale bardzo długo nie mają kompetencji, aby był on naprawdę wartościowy. Co za tym idzie, każda informacja zwrotna jest dla ich twórców niezbędna. Świat edukacji wspartej technologią to coś znacznie więcej, niż tworzenie nowych platform i aplikacji.
  • Patrzmy blisko, na lokalny rynek. W naszym rozumieniu: rynek krajowy. Jako edukatorzy mamy na tle Europy ogromne kompetencje i potencjał, aby uczyć innych i nie powinniśmy się tego wstydzić, ani obawiać zaściankowości. Chwalmy się tym, co mamy bo to daje szanse na regionalne koalicje w przyszłości.

I na koniec: nie traćmy z oczu człowieka. Bardzo modne jest się zachwycać uczeniem maszynowym i sztuczną inteligencją (która inteligencją w zasadzie nie jest), bo jako „rozumne białko” nie jesteśmy w stanie konkurować z komputerami w dziedzinach wymagających szybkiej analizy danych czy podejmowania decyzji. Nie oznacza to jednak, że „uwolniony" od wykonywania tych prac kapitał ludzki będzie w przyszłości nadmiernie wyedukowaną masą ignorantów… A może?

Piotr Maczuga - Od ponad dekady zajmuje się zagadnieniami wykorzystania nowych technologii w edukacji dorosłych. Tworzy i wdraża w organizacjach oparte o technologie, które łączą w sobie nowoczesny marketing i edukację. Współautor podręczników w zakresie webinariów, webcastów, knowledge pills i innych. Metodyk, autor szkoleń z zakresu wykorzystania multimediów w uczeniu i biznesie oraz publikacji poświęconej tej tematyce. Na co dzień kieruje Digital Knowledge Lab – studiem produkcji multimedialnych treści edukacyjnych w Polsce działającym w ramach ekosystemu Digital Knowledge Village. Jego misją zawodową jest usuwanie barier technologicznych przed wszystkimi, którzy mają ambicje uczyć innych, aby wspomagać tworzenie społeczeństwa świadomie i sprawnie posługującego się otaczającymi nas narzędziami.

Zobacz także:

7 wskazówek jak nagrać prostą lekcję telefonem komórkowym tak, aby wyglądała profesjonalnie

Webinary w działalności biznesowej na poważnie - jak odnieść sukces

Jak tworzyć bardziej angażujące lekcje wideo - 3 metody od innych, z których stworzymy własną

Dlaczego to takie ważne, abyś spróbował swoich sił w edukacji dorosłych

Zanim zrobisz swój kurs - zastanów się dobrze na co się piszesz...

Share on Facebook Share on Twitter Epale SoundCloud Share on LinkedIn
Refresh comments Enable auto refresh

Εμφάνιση 1 - 1 από 1
  • Εικόνα Małgorzata Rosalska
    Bardzo inspirujący tekst! Kilka lat temu, kiedy przeczytałam esej Savatera o ignorantach z dyplomami, pytanie o znaczenie roli edukacji w indywidualnych biografiach zdecydowanie zyskało na znaczeniu. Mam silne przekonanie (poparte doświadczeniem wieloletniej pracy na jednym z uniwersytetów), że nadal promowane jest w systemie edukacyjnym myślenie w stylu "ucz się, ucz bo nauka to potęgi klucz". Takie myślenie, ubierane w różne wersje językowe, promowane jest od szkoły podstawowej. Chcą w to wierzyć także rodzice, którzy wymagają od swoich dzieci, aby zdobywali kolejne poziomy sukcesu edukacyjnego potwierdzane odpowiednimi ocenami. Rzadko padają pytania o to po co się uczyć? czego? od kogo? kiedy? Skutki często obserwujemy patrząc na biografie absolwentów uczelni wyższych. Mamy coraz liczniejszą grupę prekariuszy, którzy ukończyli studia z imponującą średnią i są mocno zdziwieni, że świat (i rynek pracy) nie jest zainteresowany ich osiągnięciami. Zamiast zastanowić się co jest rzeczywiście ważne, w co warto inwestować, często idą na kolejne studia. Bo przecież im więcej, tym lepiej...