Ścieżka nawigacji


PRZYDATNE LINKI
Twoje prawa Twoja przyszłość
Duńska prezydencja w UE
Europejski Rok Aktywności Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej
50-lecie Wspólnej Polityki Rolnej
Portal Unii Europejskiej
Europejski portal e-sprawiedliwość
Opuszczają Państwo portal Europa i wchodzą na inną stronę internetową, której polityka ochrony prywatności może się różnić od tej w portalu Europa.
„Generation Awake" - Twoje wybory zmieniają świat!
Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego
José Manuel Barroso - przewodniczący Komisji Europejskiej
Viviane Reding - Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, sprawiedliwość, prawa podstawowe i obywatelstwo
EFS
Konkurs „Pokolenie 1992”
Erasmus 25 lat
Ludzka Twarz EFS
Opuszczają Państwo strony Komisji Europejskiej i wchodzą na stronę PRESSEUROP, która jest siecią wydawnictw prasowych
Opuszczają Państwo stronę Komisji Europejskiej i wchodzą na stronę EURANET - to wspólne przedsięwzięcie kilkunastu radiofonii europejskich poświęcone tematyce UE
Czy UE skorzystała z rad Monteskiusza?
Wyślij tę stronę pocztą elektronicznąWyślij tę stronę pocztą elektronicznąPrintPrint

27/06/2011 17:18:19

SPECJALNIE DLA INTERNAUTÓW* odwiedzających stronę Przedstawicielstwa KE **Jerzy Andrzej Wojciechowski, docent w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie, analizuje jak rozwój demokracji na przestrzeni wieków przyczynił się do powstania Unii Europejskiej jako wspólnoty suwerennych państw, mimo dzielących ich różnic. Ważnym etapem na tej drodze było sformułowanie przez słynnego filozofa Oświecenia, Monteskiusza, zasady trójpodziału władzy. Obecnie została ona zastąpiona w unijnej praktyce równowagą instytucjonalną, czyli współpracą pomiędzy poszczególnymi instytucjami unijnymi i wzajemnym uzupełnianiu się.

    Czy UE skorzystała z rad Monteskiusza?

    Winston Churchill, brytyjski premier okresu II Wojny Światowej i mąż stanu, którego w żadnym wypadku nie można by posądzić o przesadne uwielbienie dla demokracji, widząc jej wszystkie wady i zalety, był zdania, że niczego lepszego w zakresie sprawowania rządów nie wymyślono. A przemawiała przez niego wiedza o kilku tysiącach lat państwowości, zatem należy przyjąć, że wiedział co mówi. Jego powiedzenie jest po dzień dzisiejszy najczęściej cytowaną recenzją demokratycznej formy rządów, zarówno przez jej entuzjastów jak i przeciwników. Bo rządy ”ludu dla ludu i przez lud” sprawowane zawsze miały i mają nadal swoich zwolenników, jak i adwersarzy. W starożytności nie było inaczej. Wystarczy prześledzić to, co o państwie pisali i mówili  wielcy greccy filozofowie żyjący w czasach triumfu demokracji, jak i nieco później, by zrozumieć jak wiele budziła ona emocji i jak krytycznemu była poddawana osądowi.

    Współcześnie demokracja kojarzona jest z Europą, co nie wszystkich mieszkańców innych kontynentów jednakowo inspiruje do naśladownictwa, zaś nas Europejczyków niebezpiecznie umacnia w przekonaniu, że sir Winston nie mógł się mylić. Demokracją, którą „wymyślili” starożytni Ateńczycy i rozwinęli ją jako sztukę rządzenia państwem, zachwycali się i oni sami, stawiając ją za wzór innym państwom greckim, i starając narzucić  ją  im siłą, ale też i późniejsze państwa, dla których starożytna Grecja była uosobieniem marzeń o wolności, sprawiedliwości i skuteczności rządzenia. Być może, aby być precyzyjnym, należałoby raczej powiedzieć, że demokracji pragnęły ludy i narody, zaś rządzący byli nią zafascynowani w mniejszym stopniu. Okres budowania w Europie silnych, absolutnych monarchii we Francji, Austrii, Prusach i wielu innych państwach zdaje się potwierdzać to spostrzeżenie.

    Z wyjątkiem epizodu ateńskiego lud nie był ostoją władzy, ani też jej nie sprawował. W sensie formalnym należała ona zawsze do monarchy, jakkolwiek by się on nazywał. Nawet możni tego świata, by jej nieco uszczknąć monarsze, musieli z nim toczyć ciężkie i niekiedy wielosetletnie boje. Skupienie pełni władzy w jednym ręku samo przez się rodziło pola do nadużyć wobec wszystkich poddanych i czyniło ich zakładnikami władcy. Niewątpliwie absolutyzm monarszy w pierwszym okresie umocnił państwa i był ich ostoją, lecz szybko pokazał swe paskudniejsze oblicze, a to zaczęło rodzić opór nawet wśród tych, którzy pozornie korzystali z ustroju absolutystycznego. Nie od razu był to sprzeciw czynny, nie od razu wybuchały rewolucje. Do tego też Europa musiała dojrzeć.

    Być może ten wyraz niezadowolenia dla absolutyzmu monarszego, wyrażony w piśmiennictwie i nabierający z czasem charakteru doktrynalnego był j nawet groźniejszy od pierwszych pomruków ulicy, bo stwarzał intelektualne podwaliny nowego typu państwa. Państwa demokratycznego. Państwa prawnego. Powrót do myśli o demokracji jako formie sprawowania rządów też wcale nie był łatwy. Starożytni filozofowie greccy - ani Sokrates, Platon, ani też Arystoteles - nie stworzyli przewodnika po meandrach demokracji. Zachwycali się nią bądź nie, lecz na wiele pytań nie udzielili odpowiedzi. Pytań, które miały znaczenie fundamentalne: jak nie dopuścić by demokracja się nie przerodziła w dyktaturę ludu nie szanującą wolności jednostki, tak jak miało to miejsce w V w. p.n.e. za rządów Peryklesa? Jak sprawować rządy by były efektywne, a zarazem szanowały zasady państwa demokratycznego i prawnego, czyli opartego na prawie, a nie woli i dowolności decyzji jego organów?

     Demokracja ateńska na te i wiele innych pytań nie udzielała praktycznych porad. Zasady te trzeba było dopiero stworzyć. Monteskiusz był tym właśnie myślicielem, którzy przełożył demokrację znaną ze starożytnych traktatów filozoficznych na język praktyki, takiej, jaką chciałby widzieć zamiast absolutyzmu monarszego wieku XVIII.

    Karol Ludwik Monteskiusz (1689-1755) wyszedł z założenia, że w państwie spełniane są trojakiego rodzaju funkcje zasadnicze umożliwiające rządzenie: tworzenie prawa czyli funkcja ustawodawcza, jego stosowanie czyli funkcja wykonawcza i funkcja kontrolna, polegająca na osądzie realizacji poprzednich czyli sądownicza. Każdą z tych trzech funkcji musi spełniać osobny urząd, zaś między nimi istnieć musi i równowaga, by żadna z tych władz nie zdominowała innych, ale i pewna rywalizacja, która tę równowagę zapewni. Prosta w swej wymowie, a zarazem genialna i nowatorska myśl prawno-polityczna, która doktrynalnie, obaliła absolutyzm monarszy, od którego przez stulecia nie potrafiono filozoficznie uciec. Tworzyła fundament pod sposób sprawowania władzy w państwie, stworzyła podwaliny nowoczesnej demokracji w państwie, łącząc ją z jej zasadami wypracowanymi w starożytnych Atenach.

    Na monteskiuszowskiej zasadzie trójpodziału władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sadowniczą jako niezależnymi od siebie członami sprawowania rządów w państwie opierają się po dzień dzisiejszy systemy prawne większości państw świata - nawet, jeśli co do rzeczywiście demokratycznego ich charakteru mielibyśmy poważne zastrzeżenia. Tak zbudowane są systemy ustrojowe wszystkich państw unijnych i choć zasada trójpodziału władzy nie wyczerpuje pojęcia demokracji to niewątpliwie stanowi - na poziomie państwa - jej konieczny element.

    Dzisiaj, gdy mówimy o demokracji, w pierwszym rzędzie myślimy o rządach większości, ale i prawach jednostki, prawach człowieka i obywatela. To one wyznaczają standardy współczesnej demokracji i są jej esencją w stopniu większym niż monteskiuszowski trójpodział władz. A przecież są jego młodszymi braćmi, więcej, stale dorastającymi i zmieniającymi się, w nieustannym rozwoju. To ich przestrzegania się domagamy stawiając przed państwami wymagania przed przystąpieniem do wielu światowych i regionalnych organizacji międzynarodowych od Unii Europejskiej zaczynając na Banku Światowym kończąc.

    Prawa człowieka i te podstawowe, które zrodziła Wielka Rewolucja Francuska w XVIII wieku, i te całkiem świeżej daty odnoszące się do ekonomicznych warunków naszego życia, w świecie wolnym od wojen, z szanowanym i chronionym środowiskiem naturalnym, w którym odnosić się będziemy do siebie z szacunkiem, poszanowaniem godności i wszelkich odmienności zdominowało nasze pojmowanie demokracji zostawiając Monteskiusza nieco na uboczu. Ale tylko pozornie, bo on ukształtował nienaruszalne podstawy będące ostoją tego, co przynosi rozwój demokracji.

    Państwa Unii Europejskiej są państwami prawa i demokracji ukształtowanymi w zgodzie z teorią Monteskiusza, choć nie do końca konsekwentnie. Uprawnienia poszczególnych członów władz państwa zwykle się zazębiają, a w czystej, niemalże doskonałej postaci i całkowitej separacji oraz balansowania między sobą, występują jedynie w Stanach Zjednoczonych.

    Pierwszą porażką Monteskiusza okazała się być zatem Europa, nie wyłączając jego ukochanej Francji. Zapewne byłaby to porażka bolesna, lecz doborowe towarzystwo innych państw, którym  się nie udało w pełni zrealizować koncepcji całkowitego rozdzielenia funkcji wykonawczej od prawodawczej, łagodzi nieco gorycz niespełnienia. Z władzą sądowniczą poszło nieco lepiej, ale i tu w wielu państwach praktyka wypaczyła realizację modelu doskonałego. Nietrudno zatem zrozumieć, że to czego się nie udało osiągnąć w modelu funkcjonowania jednego państwa stało się niemalże niemożliwe w grupie kilku, kilkunastu, czy – tak jak obecnie - 27 różnych państw należących do europejskiej wspólnoty reprezentujących odmienne modele ustrojowe, różne tradycje i doświadczenia historyczne.

    Charakterystyczną dla demokratycznych porządków państwowych zasadę trójpodziału władzy zastąpiono równowagą instytucjonalną, która jako zasada prawa unijnego jest autorstwa Trybunału Sprawiedliwości. To swoista hybryda, która łączy w sobie to, co możliwe, z tym co być powinno. Nie można było zastosować zdobyczy monteskiuszowskiej w jej czystej postaci, jako że w Unii się  spotkały ze sobą suwerenne państwa, których odrębność i wpływ na decyzje wspólnoty jest zasadą jej obecnego kształtu i bytu.

    Pogodzenie tego co suwerenne z tym co wspólne i nadanie temu wymiaru funkcjonalnego w zastosowanym modelu instytucjonalnym wymagało kompromisu. W modelu równowagi instytucjonalnej wszystkie instytucje działają na podstawie prawa zawartego w Traktatach i nie mogą przydawać sobie więcej kompetencji niż otrzymały od państw członkowskich. By osiągnąć cel jakim jest stworzenie dobrego prawa instytucje muszą ze sobą współpracować, co jest ich obowiązkiem wynikającym z Traktatów i żadna nie może zastępować innej, choć mogą na siebie wpływać i żądać podjęcia konkretnych działań warunkujących ich własną pracę. To ma zapobiegać ewentualnemu paraliżowi procedur ustawodawczych, gdyby na przykład Komisja Europejska się ociągała ze skierowaniem do Rady Unii Europejskiej wniosku w sprawie uchwalenia jakiegoś aktu prawnego, co jest jej dyskrecjonalnym uprawnieniem. Ta sama Komisja korzysta nie tylko z prawa do inicjatywy ustawodawczej, lecz jest też organem wykonawczym i administracyjnym, ale i prawodawczym. Parlament Europejski z kolei jako organ reprezentujący nas, obywateli Unii, posiadający demokratyczna legitymizację swych działań, jako jedyny spośród unijnych organów współstanowi prawo, lecz nie samodzielnie, ale we współpracy z Radą Unii Europejskiej opierając się o wniosek Komisji Europejskiej. W ten właśnie sposób to co suwerenne i państwowe połączone zostało z tym co demokratyczne i monteskiuszowskie.

    Czy wobec tego można jednoznacznie powiedzieć, że Monteskiusz  symbolicznie wygrał w Unii Europejskiej walkę o  jej charakter jako organizacji spełniającej kryteria prawne i demokratyczne ? A może jego myśl okazała się na tyle elastyczna, że udało się ją przystosować do nowych wyzwań i sytuacji jakiej nikt nie przewidział?

     

    * Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora.

    W opracowaniu autor oparł się o piśmiennictwo Jana Barcza, Cezarego Mika, Władysława Czaplińskiego, Adama Łazowskiego oraz własne teksty.

    **Jerzy Andrzej Wojciechowski - autor publikacji m.in. „Stara-Nowa Europa”, „Europa po liftingu”, „Teraz my. Europrezydencja”. Dla MSZ przygotował "Prezydencja bez prezydenta” „To i owo o Unii Europejskiej”. Wykładowca Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie.

    Ostatnia aktualizacja: 01/07/2011  |Początek strony