|
Rewolucja, powstanie narodowe, ruch społeczny, a może jeszcze coś innego,
wciąż czekającego na swą nazwę? To, co narodziło się w Polsce w sierpniu 1980
r., wciąż fascynuje nie tylko historyków, skłaniając do formułowania różnych
interpretacji i definicji. Dla jednych “Solidarność” była związkiem zawodowym,
tyle tylko, że olbrzymim i posiadającym oryginalną strukturę wewnętrzną.
Zdaniem innych mieliśmy do czynienia z rewolucyjnym ruchem społecznym,
względnie - przywołując słynną definicję Jadwigi Staniszkis - z
“samoograniczającą się rewolucją”. Kolejna interpretacja podkreśla patriotyczny
charakter “Solidarności”, upatrując w niej kolejnego powstania narodowego,
które z racji odmiennych realiów społecznych i politycznych wyzbyte było
elementu walki zbrojnej. Próbowano wreszcie traktować “Solidarność” – a czynili
to głównie jej przeciwnicy z obozu władzy komunistycznej - jako szczególny
rodzaj partii politycznej, walczącej o przejęcie władzy państwowej i obalenie
istniejącego ustroju.
W programie NSZZ “Solidarność” uchwalonym na I Krajowym Zjeździe Delegatów w
październiku 1981 r. pisano: “stanowimy organizację, która łączy w sobie cechy
związku zawodowego i wielkiego ruchu społecznego”. Równocześnie oceniano, że za
sprawą “Solidarności” “społeczeństwo polskie przestało być rozdrobnione,
zdezorganizowane i zagubione” oraz “powstały warunki dla rzeczywistego
odrodzenia narodowego”. Nawet w tym oficjalnym dokumencie znalazły się zatem
dwa główne, pozazwiązkowe elementy charakterystyki “Solidarności” jako ruchu
społecznego i zarazem narodowego. Także w prasie związkowej przeważało
przekonanie, że “Solidarność” jest ruchem społecznym mającym charakter nie
tylko pracowniczy, ale także obywatelski i narodowy. Przyczyn takiego stanu
rzeczy upatrywano w realiach ustrojowych PRL, w których reprezentacja interesów
ludzi pracy była niemożliwa bez wkraczania w sferę działań tradycyjnie
przynależnych opozycji politycznej.
Ryszard Kapuściński zapamiętał charakterystyczną scenę podczas strajku w
Stoczni Gdańskiej, kiedy dwóch hiszpańskich trockistów poprosiło o pozwolenie
na pozostanie na terenie zakładu mówiąc: “Chcieliśmy się zapoznać z waszą
rewolucją”. “Panowie się pomylili. Nie robimy tu żadnej rewolucji. Załatwiamy
nasze sprawy” - usłyszeli w odpowiedzi od jednego z członków MKS, wraz żądaniem
opuszczenia terenu stoczni. Nie ulega jednak wątpliwości, że mimo ostentacyjnej
niechęci do przyznawania ruchowi solidarnościowemu politycznego charakteru,
miał on co najmniej kilka cech rewolucji. Zauważało to już wówczas wielu
działaczy i doradców “Solidarności”. Jacek Kuroń dowodził na przykład, że
istotą solidarnościowej rewolucji było zniszczenie monopolu PZPR w zakresie:
organizacji (przez powstanie “Solidarności” i struktur poziomych w samej
partii), informacji (prasa związkowa i osłabienie dyspozycyjności części
oficjalnych mediów) oraz decyzji (konieczność liczenia się ze zdaniem związku
we wszystkich znaczących sprawach).
Za uznaniem “Solidarności” za robotniczy ruch rewolucyjny przemawiają trzy
główne cechy charakterystyczne. Po pierwsze, ruch miał charakter żywiołowy i z
ogromnym trudem dawał się wtłoczyć w nawet bardzo skromne ramy organizacyjne.
Po drugie, mimo znaczącej roli inteligencji, bardzo silnie podkreślana była
proletariacka tożsamość “Solidarności”. Po trzecie wreszcie, w programie ruchu
nie brakowało elementów zaczerpniętych wprost lub pośrednio z ideologii
socjalistycznej, w tym zwłaszcza egalitaryzmu i wątków utopii społecznej (wizja
samorządnej Rzeczypospolitej).
Solidarnościowa rewolucja nie zmierzała zatem początkowo - i to nie tylko z
racji samoograniczenia wynikającego z sytuacji geopolitycznej - do całkowitego
zburzenia istniejącego ustroju, a jedynie do jego zasadniczej przebudowy.
Zmiany w mentalności społeczeństwa będące konsekwencją ponad
trzydziestoletniego okresu istnienia PRL uznawano za czynnik o charakterze
trwałym i generalnie je akceptowano. W szczególności bardzo silne było uznanie
dla egalitaryzmu. “Większość społeczeństwa oczekuje w płacach, dochodach
znacznie większej równości” - pisał Ryszard Bugaj. Robotnicy żądali
podniesienia płac najgorzej zarabiającym oraz posiadającym wielodzietne
rodziny, objęcia wszystkich pracujących przywilejami socjalnymi dostępnymi
dotąd dla wojskowych i milicjantów, obniżenia wieku emerytalnego i przyznania
wolnych sobót. Towarzyszyły temu postulaty likwidacji sklepów prowadzących
sprzedaż za waluty zachodnie oraz ujednolicenia systemu opieki zdrowotnej
(likwidacja lecznic rządowych i odrębnych szpitali dla służb mundurowych).
Między ciągiem polskich powstań narodowych z XIX i XX wieku a narodzinami
“Solidarności” istnieje zasadnicza różnica polegająca na pokojowym charakterze
tego ostatniego procesu. Nie zmienia to jednak faktu, że w wydarzeniach lat
1980-81 można odnaleźć kilka istotnych elementów stanowiących wyraźne
nawiązanie do polskiej tradycji powstańczej. Po pierwsze, ruch solidarnościowy
miał ściśle określonego wroga, zaciekle broniącego starego porządku. Wprawdzie
tym przeciwnikiem byli skupieni we władzach PRL rodacy, ale ich ścisłe związki
z ZSRR pozwalały snuć analogie chociażby z sytuacją Królestwa Kongresowego i
powstaniem listopadowym. Po drugie, podobnie jak insurekcja kościuszkowska czy
- w mniejszym stopniu - powstanie styczniowe, “Solidarność” miała
charyzmatycznego przywódcę, budzącego wprawdzie liczne kontrowersje, jednak
równocześnie dość powszechnie akceptowanego nie tylko w roli lidera, ale i
jednego z głównych czynników integrujących ruch. Po trzecie wreszcie, bardzo
istotny element programu związku stanowiła idea solidaryzmu narodowego. Wiązała
się z tym silna rozbudowa symboliki narodowej i religijnej oraz patriotycznej
frazeologii, którymi nasycona była działalność “Solidarności” oraz wystąpienia
jej działaczy.
Na I Zjeździe “Solidarności”, w trakcie dyskusji nad sprawą podziękowania
dla KOR-u, zgłoszony został przez Pawła Niezgodzkiego projekt uchwały, w którym
znalazł się następujący fragment: “Nasz Związek wywodzi się z całej narodowej
tradycji walki z przemocą i niesprawiedliwością, walki o niepodległy byt
narodu, o godność i sprawiedliwość, o chleb codzienny i demokrację. W
zmaganiach tych Kościół zawsze był z narodem. (...) Poprzez «Solidarność»
nawiązujemy do wielowiekowej tradycji demokratycznej w naszej państwowości, do
charakteryzującej ją zasady tolerancji i wolności obywatelskiej, jak i do
tradycji walk o społeczne wyzwolenie, które w swym autentycznie polskim nurcie
łączyły się zawsze z walką o niepodległość narodową”. W zdaniach tych zawarte
są wszystkie najistotniejsze cechy myślenia dominującej części działaczy
“Solidarności”, uważających się za kontynuatorów i depozytariuszy patriotycznej
tradycji.
Uzasadniony wydaje się pogląd, że w “Solidarności” występowały zarówno
elementy rewolucyjnego ruchu społecznego, jak i powstania narodowego, chociaż z
racji całkowitego wyrzeczenia się użycia przemocy, przypadek ten odbiega od
klasycznych definicji tak rewolucji, jak i powstania. Zasadne w tym kontekście
wydaje się pytanie czy któraś z owych spuścizn przeważała, czy też raczej
pozostawały one w stanie względnej równowagi? W świetle ustaleń dotyczących
ewolucji świadomości przywódców związku, uzasadniony wydaje się pogląd, że w
początkowej fazie rozwoju “Solidarności” przeważały w niej cechy
charakterystyczne dla robotniczej rewolucji, natomiast w miarę upływu czasu
coraz bardziej stawała się ruchem przypominającym powstanie narodowe. Wyraźnie
widoczne stało się to już po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy w podziemnych
strukturach “Solidarności” dyskusja nad problemem metod walki z systemem
komunistycznym prawie całkowicie przesłoniła inne zagadnienia. Starły się
wówczas trzy główne orientacje:
1) zwolenników spontanicznego organizowania
strajku generalnego jako środka nacisku na władze w celu wznowienia dialogu (J.
Kuroń);
2) zwolenników zbudowania struktur państwa
podziemnego w celu przeprowadzenia strajku generalnego zorientowanego na
rozbicie systemu komunistycznego (Z. Romaszewski);
3) zwolenników budowy społeczeństwa
podziemnego, które rozmiękczając system biernym oporem, skłonić miało ekipę
Jaruzelskiego do wznowienia negocjacji (Z.Bujak, W.Kulerski) względnie
doprowadzi do nawiązania rozmów między opozycją a Kremlem (A. Michnik).
Trudno w sposób jednoznaczny stwierdzić, który z tych wariantów cieszył się
większym poparciem wśród szeregowych działaczy „Solidarności” zaangażowanych w
działalność podziemną. Nawet szczegółowa kwerenda około tysiąca nielegalnych
czasopism ukazujących się po 13 grudnia 1981 r., której zresztą jak dotąd nikt
nie przeprowadził, nie byłaby w tej sprawie w pełni miarodajna. Biorąc jednak
pod uwagę elementarne zasady psychologii społecznej, przyjąć można, że w ciągu
pierwszych miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego większość osób
zaangażowanych w akcje podziemne opowiadała się za strajkiem generalnym jako
sposobem odreagowania za grudniowe upokorzenie. Uzasadniona wydaje się też
ocena, że odsetek zwolenników koncepcji strajku generalnego był, przynajmniej
początkowo, większy wśród działaczy struktur podstawowych (komisje zakładowe),
niż wśród osób zaangażowanych w pracę rozmaitych gremiów kierowniczych. Na
takie rozłożenie postaw wpływały co najmniej dwa czynniki. Po pierwsze
przywódcy byli lepiej zorientowani w faktycznej słabości organizacyjnej
podziemia, po drugie zaś jako lepiej poinformowani bardziej obawiali się
katastrofalnych konsekwencji ewentualnego niepowodzenia strajku
generalnego.
Debata w sprawie metod walki, jaka toczyła się wewnątrz „Solidarności” w
stanie wojennym przypominała - przy wszystkich oczywistych różnicach - spory,
jakie toczono przed wybuchem powstania styczniowego z 1863 r. czy warszawskiego
z 1944 r. Oba tamte powstania ostatecznie wybuchły, natomiast w 1982 r.
skończyło się na demonstracjach o generalnie pokojowym - mimo kilku ofiar
śmiertelnych - charakterze. Czy kierująca solidarnościową konspiracją od
kwietnia 1982 r. Tymczasowa Komisja Koordynacyjna mogła doprowadzić do wybuchu
strajku generalnego? Z całą pewnością większość społeczeństwa miała dość rządów
komunistycznych, ale nie było to równoznaczne z chęcią wzięcia udziału w
strajku generalnym, który mógłby przerodzić się w powstanie narodowe.
Czy ostateczne niepowodzenie koncepcji strajku generalnego było korzystne
dla „Solidarności” i Polski? Na tak postawione pytanie nie istnieje
jednoznaczna odpowiedź, podobnie jak nie ma jej w przypadku rozważań nad sensem
polskich zrywów narodowych w XIX wieku. Nie ulega jednak wątpliwości, że
przyjęta w jej rezultacie koncepcja „długiego marszu”, zakładająca wspieranie
różnych inicjatyw przyczyniających się do erozji systemu komunistycznego
okazała się skuteczna. Większość reżimów dyktatorskich, których pokaźna liczba
naznaczyła dzieje XX wieku, upadała w dramatycznych okolicznościach, pod
naporem zewnętrznych lub wewnętrznych sił posługujących się przemocą. Zwykle
trzeba było wojny lub krwawej rewolucji, a przynajmniej długotrwałych, masowych
protestów społecznych w postaci demonstracji lub strajków by skutecznie
zniszczyć autorytarny lub totalitarny reżim. Na tym tle wydarzenia, jakie
nastąpiły w 1989 r. w Europie Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym
uwzględnieniem Polski, stanowiły fenomen, którego fundament stanowiła
solidarnościowa rewolucja. W ciągu kilkunastu miesięcy, bez użycia przemocy,
zlikwidowano w Polsce monopolistyczne rządy partii komunistycznej, których
zainstalowanie w połowie lat czterdziestych kosztowało życie kilkudziesięciu
tysięcy ludzi.
Latem 1980 r. na polskim Wybrzeżu zostało zasiane ziarno, z którego po
dziewięciu latach wykiełkowała Jesień Narodów, przynosząc wolność całej Europie
Środkowej i walnie przyczyniając się rozkładu ZSRR. Po upływie kolejnych
piętnastu lat, większość wyzwolonych wówczas krajów znalazła się w Unii
Europejskiej, co symbolicznie zamknęło proces konsolidacji młodych demokracji w
tej części świata. Zasada solidarności bogatych i biednych, stanowiąca jeden z
fundamentów Unii Europejskiej, dobrze odzwierciedla wielką tradycję polskiego
Sierpnia 1980.
* Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów
autora.
** Prof. dr hab. Antoni Dudek (ur. 1966 r.) – politolog, wykładowca
Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz pracownik Instytutu Pamięci Narodowej. Autor
i współautor kilkunastu książek z zakresu historii Polski w XX wieku oraz
dziejów polskiej myśli politycznej. Najważniejsze prace w jego dorobku dotyczą
dziejów PRL (Państwo i Kościół w Polsce 1945-1970, Kraków 1995; PRL bez
makijażu, Kraków 2008), transformacji ustrojowej (Reglamentowana rewolucja.
Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990, Kraków 2004) oraz
przemian systemu politycznego współczesnej Polski (Historia polityczna
Polski 1989-2005, Kraków 2007).
|