Ścieżka nawigacji


PRZYDATNE LINKI
Twoje prawa Twoja przyszłość
Duńska prezydencja w UE
Europejski Rok Aktywności Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej
50-lecie Wspólnej Polityki Rolnej
Portal Unii Europejskiej
Europejski portal e-sprawiedliwość
Opuszczają Państwo portal Europa i wchodzą na inną stronę internetową, której polityka ochrony prywatności może się różnić od tej w portalu Europa.
„Generation Awake" - Twoje wybory zmieniają świat!
Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego
José Manuel Barroso - przewodniczący Komisji Europejskiej
Viviane Reding - Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, sprawiedliwość, prawa podstawowe i obywatelstwo
EFS
Konkurs „Pokolenie 1992”
Erasmus 25 lat
Ludzka Twarz EFS
Opuszczają Państwo strony Komisji Europejskiej i wchodzą na stronę PRESSEUROP, która jest siecią wydawnictw prasowych
Opuszczają Państwo stronę Komisji Europejskiej i wchodzą na stronę EURANET - to wspólne przedsięwzięcie kilkunastu radiofonii europejskich poświęcone tematyce UE
"Solidarność" - powiew wolności w Europie
Wyślij tę stronę pocztą elektronicznąWyślij tę stronę pocztą elektronicznąPrintPrint

08/09/2010 00:00:00

SPECJALNIE DLA INTERNAUTÓW* odwiedzających stronę Przedstawicielstwa KE prof. dr hab. Antoni Dudek**, politolog, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, przypomina, w jakich warunkach 30 lat temu powstawała "Solidarność" – ruch społeczny, który zmienił oblicze Europy końca XX wieku. Dotychczas zazwyczaj dopiero wojny lub krwawe rewolucje, a przynajmniej długotrwałe, masowe protesty społeczne obalały autorytarne lub totalitarne reżimy. Na tym tle wydarzenia, jakie rozpoczęły się latem 1980 r. na polskim Wybrzeżu, stanowią fenomen na skalę europejską. Tym większy, że dziewięć lat później w ciągu kilkunastu miesięcy, bez użycia przemocy zlikwidowano w Polsce monopolistyczne rządy partii komunistycznej. Tej lawiny nikt już nie mógł zatrzymać – Jesień Narodów przyniosła wolność całej Europie Środkowej i walnie przyczyniła się do rozkładu ZSRR.

    "Solidarność" - powiew wolności w Europie

    Rewolucja, powstanie narodowe, ruch społeczny, a może jeszcze coś innego, wciąż czekającego na swą nazwę? To, co narodziło się w Polsce w sierpniu 1980 r., wciąż fascynuje nie tylko historyków, skłaniając do formułowania różnych interpretacji i definicji. Dla jednych “Solidarność” była związkiem zawodowym, tyle tylko, że olbrzymim i posiadającym oryginalną strukturę wewnętrzną. Zdaniem innych mieliśmy do czynienia z rewolucyjnym ruchem społecznym, względnie - przywołując słynną definicję Jadwigi Staniszkis - z “samoograniczającą się rewolucją”. Kolejna interpretacja podkreśla patriotyczny charakter “Solidarności”, upatrując w niej kolejnego powstania narodowego, które z racji odmiennych realiów społecznych i politycznych wyzbyte było elementu walki zbrojnej. Próbowano wreszcie traktować “Solidarność” – a czynili to głównie jej przeciwnicy z obozu władzy komunistycznej - jako szczególny rodzaj partii politycznej, walczącej o przejęcie władzy państwowej i obalenie istniejącego ustroju.

    W programie NSZZ “Solidarność” uchwalonym na I Krajowym Zjeździe Delegatów w październiku 1981 r. pisano: “stanowimy organizację, która łączy w sobie cechy związku zawodowego i wielkiego ruchu społecznego”. Równocześnie oceniano, że za sprawą “Solidarności” “społeczeństwo polskie przestało być rozdrobnione, zdezorganizowane i zagubione” oraz “powstały warunki dla rzeczywistego odrodzenia narodowego”. Nawet w tym oficjalnym dokumencie znalazły się zatem dwa główne, pozazwiązkowe elementy charakterystyki “Solidarności” jako ruchu społecznego i zarazem narodowego. Także w prasie związkowej przeważało przekonanie, że “Solidarność” jest ruchem społecznym mającym charakter nie tylko pracowniczy, ale także obywatelski i narodowy. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatrywano w realiach ustrojowych PRL, w których reprezentacja interesów ludzi pracy była niemożliwa bez wkraczania w sferę działań tradycyjnie przynależnych opozycji politycznej.

    Ryszard Kapuściński zapamiętał charakterystyczną scenę podczas strajku w Stoczni Gdańskiej, kiedy dwóch hiszpańskich trockistów poprosiło o pozwolenie na pozostanie na terenie zakładu mówiąc: “Chcieliśmy się zapoznać z waszą rewolucją”. “Panowie się pomylili. Nie robimy tu żadnej rewolucji. Załatwiamy nasze sprawy” - usłyszeli w odpowiedzi od jednego z członków MKS, wraz żądaniem opuszczenia terenu stoczni. Nie ulega jednak wątpliwości, że mimo ostentacyjnej niechęci do przyznawania ruchowi solidarnościowemu politycznego charakteru, miał on co najmniej kilka cech rewolucji. Zauważało to już wówczas wielu działaczy i doradców “Solidarności”. Jacek Kuroń dowodził na przykład, że istotą solidarnościowej rewolucji było zniszczenie monopolu PZPR w zakresie: organizacji (przez powstanie “Solidarności” i struktur poziomych w samej partii), informacji (prasa związkowa i osłabienie dyspozycyjności części oficjalnych mediów) oraz decyzji (konieczność liczenia się ze zdaniem związku we wszystkich znaczących sprawach).

    Za uznaniem “Solidarności” za robotniczy ruch rewolucyjny przemawiają trzy główne cechy charakterystyczne. Po pierwsze, ruch miał charakter żywiołowy i z ogromnym trudem dawał się wtłoczyć w nawet bardzo skromne ramy organizacyjne. Po drugie, mimo znaczącej roli inteligencji, bardzo silnie podkreślana była proletariacka tożsamość “Solidarności”. Po trzecie wreszcie, w programie ruchu nie brakowało elementów zaczerpniętych wprost lub pośrednio z ideologii socjalistycznej, w tym zwłaszcza egalitaryzmu i wątków utopii społecznej (wizja samorządnej Rzeczypospolitej).

    Solidarnościowa rewolucja nie zmierzała zatem początkowo - i to nie tylko z racji samoograniczenia wynikającego z sytuacji geopolitycznej - do całkowitego zburzenia istniejącego ustroju, a jedynie do jego zasadniczej przebudowy. Zmiany w mentalności społeczeństwa będące konsekwencją ponad trzydziestoletniego okresu istnienia PRL uznawano za czynnik o charakterze trwałym i generalnie je akceptowano. W szczególności bardzo silne było uznanie dla egalitaryzmu. “Większość społeczeństwa oczekuje w płacach, dochodach znacznie większej równości” - pisał Ryszard Bugaj. Robotnicy żądali podniesienia płac najgorzej zarabiającym oraz posiadającym wielodzietne rodziny, objęcia wszystkich pracujących przywilejami socjalnymi dostępnymi dotąd dla wojskowych i milicjantów, obniżenia wieku emerytalnego i przyznania wolnych sobót. Towarzyszyły temu postulaty likwidacji sklepów prowadzących sprzedaż za waluty zachodnie oraz ujednolicenia systemu opieki zdrowotnej (likwidacja lecznic rządowych i odrębnych szpitali dla służb mundurowych).

    Między ciągiem polskich powstań narodowych z XIX i XX wieku a narodzinami “Solidarności” istnieje zasadnicza różnica polegająca na pokojowym charakterze tego ostatniego procesu. Nie zmienia to jednak faktu, że w wydarzeniach lat 1980-81 można odnaleźć kilka istotnych elementów stanowiących wyraźne nawiązanie do polskiej tradycji powstańczej. Po pierwsze, ruch solidarnościowy miał ściśle określonego wroga, zaciekle broniącego starego porządku. Wprawdzie tym przeciwnikiem byli skupieni we władzach PRL rodacy, ale ich ścisłe związki z ZSRR pozwalały snuć analogie chociażby z sytuacją Królestwa Kongresowego i powstaniem listopadowym. Po drugie, podobnie jak insurekcja kościuszkowska czy - w mniejszym stopniu - powstanie styczniowe, “Solidarność” miała charyzmatycznego przywódcę, budzącego wprawdzie liczne kontrowersje, jednak równocześnie dość powszechnie akceptowanego nie tylko w roli lidera, ale i jednego z głównych czynników integrujących ruch. Po trzecie wreszcie, bardzo istotny element programu związku stanowiła idea solidaryzmu narodowego. Wiązała się z tym silna rozbudowa symboliki narodowej i religijnej oraz patriotycznej frazeologii, którymi nasycona była działalność “Solidarności” oraz wystąpienia jej działaczy.

    Na I Zjeździe “Solidarności”, w trakcie dyskusji nad sprawą podziękowania dla KOR-u, zgłoszony został przez Pawła Niezgodzkiego projekt uchwały, w którym znalazł się następujący fragment: “Nasz Związek wywodzi się z całej narodowej tradycji walki z przemocą i niesprawiedliwością, walki o niepodległy byt narodu, o godność i sprawiedliwość, o chleb codzienny i demokrację. W zmaganiach tych Kościół zawsze był z narodem. (...) Poprzez «Solidarność» nawiązujemy do wielowiekowej tradycji demokratycznej w naszej państwowości, do charakteryzującej ją zasady tolerancji i wolności obywatelskiej, jak i do tradycji walk o społeczne wyzwolenie, które w swym autentycznie polskim nurcie łączyły się zawsze z walką o niepodległość narodową”. W zdaniach tych zawarte są wszystkie najistotniejsze cechy myślenia dominującej części działaczy “Solidarności”, uważających się za kontynuatorów i depozytariuszy patriotycznej tradycji.

    Uzasadniony wydaje się pogląd, że w “Solidarności” występowały zarówno elementy rewolucyjnego ruchu społecznego, jak i powstania narodowego, chociaż z racji całkowitego wyrzeczenia się użycia przemocy, przypadek ten odbiega od klasycznych definicji tak rewolucji, jak i powstania. Zasadne w tym kontekście wydaje się pytanie czy któraś z owych spuścizn przeważała, czy też raczej pozostawały one w stanie względnej równowagi? W świetle ustaleń dotyczących ewolucji świadomości przywódców związku, uzasadniony wydaje się pogląd, że w początkowej fazie rozwoju “Solidarności” przeważały w niej cechy charakterystyczne dla robotniczej rewolucji, natomiast w miarę upływu czasu coraz bardziej stawała się ruchem przypominającym powstanie narodowe. Wyraźnie widoczne stało się to już po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy w podziemnych strukturach “Solidarności” dyskusja nad problemem metod walki z systemem komunistycznym prawie całkowicie przesłoniła inne zagadnienia. Starły się wówczas trzy główne orientacje:

    1)      zwolenników spontanicznego organizowania strajku generalnego jako środka nacisku na władze w celu wznowienia dialogu (J. Kuroń);

    2)      zwolenników zbudowania struktur państwa podziemnego w celu przeprowadzenia strajku generalnego zorientowanego na rozbicie systemu komunistycznego (Z. Romaszewski);

    3)      zwolenników budowy społeczeństwa podziemnego, które rozmiękczając system biernym oporem, skłonić miało ekipę Jaruzelskiego do wznowienia negocjacji (Z.Bujak, W.Kulerski) względnie doprowadzi do nawiązania rozmów między opozycją a Kremlem (A. Michnik).

    Trudno w sposób jednoznaczny stwierdzić, który z tych wariantów cieszył się większym poparciem wśród szeregowych działaczy „Solidarności” zaangażowanych w działalność podziemną. Nawet szczegółowa kwerenda około tysiąca nielegalnych czasopism ukazujących się po 13 grudnia 1981 r., której zresztą jak dotąd nikt nie przeprowadził, nie byłaby w tej sprawie w pełni miarodajna. Biorąc jednak pod uwagę elementarne zasady psychologii społecznej, przyjąć można, że w ciągu pierwszych miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego większość osób zaangażowanych w akcje podziemne opowiadała się za strajkiem generalnym jako sposobem odreagowania za grudniowe upokorzenie. Uzasadniona wydaje się też ocena, że odsetek zwolenników koncepcji strajku generalnego był, przynajmniej początkowo, większy wśród działaczy struktur podstawowych (komisje zakładowe), niż wśród osób zaangażowanych w pracę rozmaitych gremiów kierowniczych. Na takie rozłożenie postaw wpływały co najmniej dwa czynniki. Po pierwsze przywódcy byli lepiej zorientowani w faktycznej słabości organizacyjnej podziemia, po drugie zaś jako lepiej poinformowani bardziej obawiali się katastrofalnych konsekwencji ewentualnego niepowodzenia strajku generalnego.

    Debata w sprawie metod walki, jaka toczyła się wewnątrz „Solidarności” w stanie wojennym przypominała - przy wszystkich oczywistych różnicach - spory, jakie toczono przed wybuchem powstania styczniowego z 1863 r. czy warszawskiego z 1944 r. Oba tamte powstania ostatecznie wybuchły, natomiast w 1982 r. skończyło się na demonstracjach o generalnie pokojowym - mimo kilku ofiar śmiertelnych - charakterze. Czy kierująca solidarnościową konspiracją od kwietnia 1982 r. Tymczasowa Komisja Koordynacyjna mogła doprowadzić do wybuchu strajku generalnego? Z całą pewnością większość społeczeństwa miała dość rządów komunistycznych, ale nie było to równoznaczne z chęcią wzięcia udziału w strajku generalnym, który mógłby przerodzić się w powstanie narodowe.

    Czy ostateczne niepowodzenie koncepcji strajku generalnego było korzystne dla „Solidarności” i Polski? Na tak postawione pytanie nie istnieje jednoznaczna odpowiedź, podobnie jak nie ma jej w przypadku rozważań nad sensem polskich zrywów narodowych w XIX wieku. Nie ulega jednak wątpliwości, że przyjęta w jej rezultacie koncepcja „długiego marszu”, zakładająca wspieranie różnych inicjatyw przyczyniających się do erozji systemu komunistycznego okazała się skuteczna. Większość reżimów dyktatorskich, których pokaźna liczba naznaczyła dzieje XX wieku, upadała w dramatycznych okolicznościach, pod naporem zewnętrznych lub wewnętrznych sił posługujących się przemocą. Zwykle trzeba było wojny lub krwawej rewolucji, a przynajmniej długotrwałych, masowych protestów społecznych w postaci demonstracji lub strajków by skutecznie zniszczyć autorytarny lub totalitarny reżim. Na tym tle wydarzenia, jakie nastąpiły w 1989 r. w Europie Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Polski, stanowiły fenomen, którego fundament stanowiła solidarnościowa rewolucja. W ciągu kilkunastu miesięcy, bez użycia przemocy, zlikwidowano w Polsce monopolistyczne rządy partii komunistycznej, których zainstalowanie w połowie lat czterdziestych kosztowało życie kilkudziesięciu tysięcy ludzi.

    Latem 1980 r. na polskim Wybrzeżu zostało zasiane ziarno, z którego po dziewięciu latach wykiełkowała Jesień Narodów, przynosząc wolność całej Europie Środkowej i walnie przyczyniając się rozkładu ZSRR. Po upływie kolejnych piętnastu lat, większość wyzwolonych wówczas krajów znalazła się w Unii Europejskiej, co symbolicznie zamknęło proces konsolidacji młodych demokracji w tej części świata. Zasada solidarności bogatych i biednych, stanowiąca jeden z fundamentów Unii Europejskiej, dobrze odzwierciedla wielką tradycję polskiego Sierpnia 1980.

     

    * Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora.

    ** Prof. dr hab. Antoni Dudek (ur. 1966 r.) – politolog, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz pracownik Instytutu Pamięci Narodowej. Autor i współautor kilkunastu książek z zakresu historii Polski w XX wieku oraz dziejów polskiej myśli politycznej. Najważniejsze prace w jego dorobku dotyczą dziejów PRL (Państwo i Kościół w Polsce 1945-1970, Kraków 1995; PRL bez makijażu, Kraków 2008), transformacji ustrojowej (Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990, Kraków 2004) oraz przemian systemu politycznego współczesnej Polski (Historia polityczna Polski 1989-2005, Kraków 2007).

    Ostatnia aktualizacja: 31/10/2010  |Początek strony