|
Cannes kojarzy się z czerwonymi dywanami, gwiazdami filmu, drogimi jachtami. Dla rodziny X z małej mazowieckiej wsi, której nazwa nikomu nic nie mówi, od kilku lat Cannes to po prostu miejsce zamieszkania i pracy ich syna. Ich gospodarstwo rolne dobrze sobie radzi, wspierane dopłatami bezpośrednimi, a zbyt mleka nie jest problemem, odkąd w sąsiedztwie otworzył się duży zakład mleczarski jednej z wiodących europejskich firm przetwórstwa spożywczego. Dwa lata temu z kranu popłynęła woda z wodociągu, niedługo będzie kanalizacja, a w okolicy planowana jest budowa zbiornika wodnego z terenami rekreacyjnymi. Zagadka: Co łączy te wydarzenia?
Jeszcze na początku 2004 r. obawy przed negatywnymi konsekwencjami gospodarczymi polskiej akcesji do Unii Europejskiej były wśród nas powszechne. Dziś mało kto już pamięta o takim ówczesnym stanie ducha wielu Polaków. Ponad pięć lat po wstąpieniu do UE trudno jest oczywiście policzyć, ile konkretnie euro czy złotych każdy z nas na tym zyskał albo stracił. Możemy jednak z dużą dozą pewności mówić o bardzo istotnych korzyściach, jakie Polska odniosła, odnosi i będzie w przyszłości odnosić w wyniku członkostwa w UE. Spróbujmy zatem zastanowić się nad kilkoma ważnymi mechanizmami gospodarczymi związanymi z integracją europejską.
Handel zagraniczny i inwestycje
Integracja handlowa Polski z partnerami z Unii Europejskiej przebiegała stopniowo już od końca lat 90., a dynamiczny rozwój wymiany handlowej z UE w ciągu ostatniej dekady to efekt całego tego procesu. Sam moment akcesji okazał się jednak istotny – przede wszystkim w branżach, w których przed 2004 r. utrzymywały się większe bariery handlowe. Dotyczy to w szczególności polskich produktów rolno-spożywczych, które okazały się być bardzo konkurencyjne na rynkach unijnych. Imponująca dynamika eksportu jest tego potwierdzeniem.
Patrząc z szerszej perspektywy na okres od początku obecnej dekady do chwili obecnej, widać znaczące otwieranie się polskiej gospodarki na świat, a w szczególności na Unię Europejską. Sprzyja to procesom modernizacyjnym i nadrabianiu zaległości rozwojowych w stosunku do bogatszych krajów UE. Większa otwartość handlowa skutkuje wzrostem konkurencji na rynku towarów i usług, a zatem i niższymi cenami dla konsumentów. Presja konkurencyjna wymusza też wzrost efektywności pracy, m.in. dzięki importowi nowych technologii, metod zarządzania, organizacji pracy itd. Wreszcie, łatwość dzielenia procesu produkcji na etapy odbywające się w różnych lokalizacjach jest istotnym czynnikiem determinującym wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce.
Dla firm z innych krajów Unii członkostwo Polski zdecydowanie ułatwia warunki do inwestowania i prowadzenia działalności w naszym kraju, dzięki istotnemu ograniczeniu barier dla przepływu kapitału, dóbr, usług, a także – po wstąpieniu Polski do strefy Schengen – osób. Oczywiście jednolitemu rynkowi daleko jeszcze do ideału i przedsiębiorcy działający w wielu krajach unijnych nadal natykają się na wiele barier i utrudnień. Mimo wszystko, pierwsze lata członkostwa w UE przyniosły znaczny wzrost bezpośrednich zagranicznych inwestycji w Polsce – zarówno w ujęciu nominalnym (wzrost z ok. 6,5 mld EUR rocznie w okresie 1999-2003 do średnio ponad 12 mld EUR rocznie w latach 2004-2008), jak i w odniesieniu do ogólnoświatowych przepływów inwestycji bezpośrednich. Przekłada się to na powstawanie nowych miejsc pracy, eksport, poziom innowacyjności i pozycję konkurencyjną branż i regionów.
Unijne fundusze
W latach 2007-2013 Polska będzie mogła wykorzystać fundusze unijne odpowiadające w przybliżeniu 4% PKB. To ogromna kwota. Dla porównania, publiczne wydatki na wszystkie etapy edukacji w Polsce są tylko niewiele większe, sięgając nieco ponad 5% PKB. Warto postawić sobie co najmniej dwa pytania:
- Czy Polska będzie umiała wydać te pieniądze?
- Czy Polska będzie umiała mądrze wydać te pieniądze?
Jeśli przyjrzymy się debacie publicznej na ten temat, a w szczególności przekazom medialnym i wypowiedziom polityków, to zdecydowanie dominuje dyskusja wokół pierwszego z powyższych pytań. Opozycja zarzuca rządowi, że nie wykorzystuje unijnych środków, rząd mobilizuje się do przyspieszenia wydawania środków, szczególnie w obliczu spowolnienia gospodarczego spowodowanego światowym kryzysem. Na stronach Ministerstwa Rozwoju Regionalnego można znaleźć aktualizowane co tydzień raporty o liczbie i wartości złożonych wniosków o dofinansowanie i podpisanych już umów z beneficjentami.
Dbałość o pełne wykorzystanie dostępnych pieniędzy jest oczywiście istotna. Tak naprawdę nie widać jednak istotnych zagrożeń na tym polu. Wykorzystanie środków z funduszy strukturalnych na lata 2004-2006 (wydatki te można było ponosić do połowy 2009 r.) przekroczyło 100%. W końcu października 2009 r. podpisane umowy z beneficjentami opiewały już na ok. 21% alokacji na lata 2007-2013, co oznacza, że Polska wypada bardzo dobrze na tle innych krajów UE.
Fundusze unijne zmieniają Polskę w szybkim tempie. Najbardziej widać to w niewielkich miejscowościach, na terenach wiejskich. Budowane i remontowane są drogi, powstają wodociągi, sieci kanalizacyjne, obiekty sportowe i rekreacyjne. Gminne instytucje kupują nowe wyposażenie i urozmaicają ofertę zajęć, uczniowie i studenci mogą otrzymywać stypendia, osoby pragnące zdobywać nowe kwalifikacje mają dostęp do licznych szkoleń itd. Wszystko to poprawia jakość życia, otwierając nowe możliwości dla mieszkańców, szczególnie z terenów niezbyt zamożnych. Trudno tego nie dostrzec, w zasadzie bez względu na to, dokąd się pojedzie.
Z drugiej jednak strony niepokoi nieco koncentracja uwagi na tym, by wydawać unijne pieniądze szybko, bo pojawia się wtedy ryzyko, że ucierpi na tym efektywność ich wykorzystania. Wcześniejsze doświadczenia innych krajów UE są tu zróżnicowane. Wśród anegdot dotyczących wykorzystania unijnych środków przez Portugalię (jeszcze w połowie lat 90. otrzymywała unijne transfery netto przekraczające 3% krajowego PKB) pojawiają się np. opowieści o zakupywanych przez szkoły wyższe dywanach.
Przynajmniej w przypadku niektórych funduszy, sposób zarządzania nimi zdaje się być obarczony nadmiernie rozbudowanymi mechanizmami formalnych kontroli i obostrzeń (np. brak możliwości zmian harmonogramu projektu, nawet jeśli jest to merytorycznie uzasadnione), przy braku refleksji nad ostatecznymi celami, którym fundusze mają służyć. Wydaje się także, że bodziec związany z funduszami nie w pełni jest wykorzystywany do reform sposobu działania administracji publicznej na różnych szczeblach – choć pewne pozytywne transformacje są tu zauważalne.
Członkostwo w UE a światowy kryzys gospodarczy
Kryzys finansowy i gospodarczy, jaki w pełni ujawnił się w Europie od drugiej połowy 2008 r., może stanowić pewien test dla jakości i trwałości efektów członkostwa Polski w UE. Czy poza UE Polska znosiłaby obecne zawirowania lepiej czy gorzej? Większe otwarcie na międzynarodowy kapitał, rosnąca rola handlu zagranicznego i głębsza integracja gospodarcza z UE powodują, że negatywne zjawiska w gospodarkach naszych partnerów mocniej dotykają Polski. Przynależność do „klubu” UE nie uchroniła np. złotówki od bardzo poważnego osłabienia kursu wobec głównych walut światowych. Ważnym mechanizmem łagodzenia skutków kryzysu pozostały jednak fundusze strukturalne.
W obliczu załamania zleceń dla branży budowlanej ze strony prywatnych inwestorów, rozpędzający się program inwestycji infrastrukturalnych współfinansowanych ze środków UE pozwolił zapewne wielu firmom uniknąć bankructwa. Kraje UE nie oparły się co prawda pokusie protekcjonizmu, próbując (niekoniecznie skutecznie) ochraniać „swoje” miejsca pracy, bez względu na ogólnoeuropejskie koszty takich działań. Jednak pozostając poza UE Polska byłaby narażona w znacznie większym stopniu na negatywne konsekwencje protekcjonizmu. Tymczasem funkcjonowanie wspólnego rynku spowodowało np. boom sprzedaży nowych samochodów w polskich salonach, napędzany programem dotacji finansowanych przez niemieckich podatników. Wydaje się, że łatwiej stawiać nam dzisiaj czoła kryzysowi pozostając w UE, niż poza nią.
Potrzebne szersze spojrzenie
Oburzamy się, gdy polityk „załatwi” budowę pięknego peronu, przy którym później nie będzie chciał się zatrzymać żaden pociąg (lub – co gorsza – przez jakiś czas uda się „namówić” firmę przewozową do zatrzymywania tam swoich pociągów, choć nie ma to żadnego uzasadnienia ekonomicznego). Z drugiej jednak strony, w debatach o polityce UE myślenie jedynie w kategoriach często krótkookresowego polskiego interesu jest raczej regułą działania polityków i ekspertów. Oczywiście takie podejście jest typowe też dla innych krajów. Im bardziej jednak postępuje integracja w ramach UE, tym bardziej przyszły dobrobyt jej mieszkańców zależy od sytuacji w całej Unii, a nie tylko w jednym kraju. Wystarczy przyjąć krajową, ale długoterminową perspektywę, aby okazało się, że warto martwić się także o interesy europejskich partnerów i UE jako całości. Przykładowo, jeśli wiele krajów UE nie rozwiąże problemów związanych ze starzeniem się społeczeństw, to będzie to miało bardzo negatywne konsekwencje także dla ich sąsiadów. Takiej szerszej perspektywy bardzo brakuje w polskiej debacie publicznej i polityce.
Podsumowanie
Członkostwo w UE to raczej szereg procesów ekonomicznych, społecznych i politycznych niż jednostkowe wydarzenie. Jego pełne skutki, w tym w wymiarze ekonomicznym, będą ujawniały się przez całe lata i dekady. Dotychczasowy bilans jest bardzo pozytywny. Członkostwo w UE nie jest jednak magicznym rozwiązaniem wszystkich, czy choćby większości problemów gospodarczych. Wykorzystanie szans i sprostanie wyzwaniom w dużej mierze zależy od jakości polityki na szczeblu krajowym, przy uwzględnieniu perspektywy całej Europy.
* Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora.
** Wojciech Paczyński – niezależny ekonomista, współpracownik CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (www.case-research.eu). Jego zainteresowania badawcze obejmują makroekonomię, ekonomię międzynarodową, relacje międzynarodowe i zagadnienia polityki społecznej. Koordynował i pracował w projektach badawczych i doradczych związanych z międzynarodową integracją gospodarczą w Europie i poza nią. W przeszłości pracował jako konsultant OECD, asystent na Uniwersytecie w Dortmundzie, główny ekonomista Ośrodka Studiów Wschodnich Ministerstwa Gospodarki, a także w charakterze eksperta Banku Światowego.
|