|
Stałym elementem krytyki prawa i administracji Unii Europejskiej jest ich obszerność i zawiłość. Nieudana reforma istniejących struktur za pośrednictwem Traktatu Konstytucyjnego (odrzuconego przez referenda we Francji i w Holandii), prowadziła do anegdotycznych wydarzeń, jak to z Hiszpanii, gdzie obdarowywano obywateli tylko częścią dokumentu, bo nie wystarczyłoby papieru na całość dla każdego. W trwających dyskusjach pomiędzy zwolennikami ciągłego rozszerzania kompetencji Unii i minimalistami w odniesieniu do tworzenia nowych aktów prawnych, chodzi nie tylko o zwiększanie fizycznej objętości dokumentów, ale przede wszystkim o kształt i koncepcję integracji – o to, czy ma ona wykraczać poza uzgodnienia handlowe (i tak już obszerne), w stronę wspólnych regulacji i unifikacji ciągle nowych i „głębszych” dziedzin, takich jak kultura, edukacja, a nawet wartości etyczne. Obecne reformy instytucjonalne dobrze oddają permanentne rozkołysanie teorii i praktyki, planów i realiów, symboli i realnych interesów. Traktat z Lizbony nie jest wolny od takich sporów i kompromisów.
Przygotowany w 2003 r. przez Konwent Europejski w sprawie przyszłości Europy projekt „Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy” upadł i nie stał się Magną Cartą, symbolem Europy, – prawdopodobnie dlatego, że przeważyła w nim szczegółowość regulacji i obszerny charakter instrukcji obsługi instytucji. I to nie urzędnicze ścieżki parlamentarne, akceptujące, a nawet promujące polityczne i prawne niuanse, ale proste referendalne „tak” lub „nie” zamknęły drogę ratyfikacji Traktatu Konstytucyjnego. W plebiscytach wygrywają bowiem jasne zasady, deklaracje i wartości, a nie te ukryte, lub sformułowane w sposób nieczytelny dla zwykłego obywatela, niezbyt wprawnie poruszającego się w świecie unijnych dokumentów.
Twórcy Traktatu Lizbońskiego nie poprawili poprzednika, zmian w tej dziedzinie nie widać. W dokumencie przedstawionym do ratyfikacji obowiązują tzw. „wspólne wartości Unii”, które tłumaczy się jako wartości poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn (Postanowienia ogólne). Tak szeroki katalog z jednej strony nie urzeka precyzją norm prawnych, a z drugiej nie porywa do identyfikacji ze zbyt abstrakcyjnym projektem. Unia Europejska z pełną świadomością definiuje katalog „wspólnych wartości”, ale robi to za pomocą dość ogólnych deklaracji i haseł. Traktaty wspólnotowe próbują wybrać z odmienności systemów i tradycji kulturowych w Europie jedność i uniwersalność, niemniej jednak i na tej drodze nie da się uniknąć napięć i niespodzianek.
Czy tak skonstruowane przepisy mogły być zrozumiane przez obywateli Unii, by przełożyć się na podejmowane przez nich wybory, odpowiedzieć na ich oczekiwania ochrony cenionych wartości moralnych? Wydaje się, że z trudem, a przegrane pierwsze referendum w Irlandii jest nawet wyraźnym dowodem na to, że do dużej grupy osób przemawiają bardziej stanowcze formuły prawne. Nie wystarczają zastrzeżenia i samoograniczenia: Karta nie rozszerza zakresu stosowania prawa Unii na dziedziny leżące poza kompetencjami Unii, nie ustanawia nowych uprawnień ani zadań Unii, ani też nie zmienia uprawnień i zadań określonych w Traktatach (Deklaracja w sprawie Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, ust. 2).
Dla uzyskania pozytywnego wyniku referendum w Irlandii i zdobycia głosów na rzecz regulacji wspólnotowej, potrzeba było dodatkowych, wyraźnych gwarancji niezależności narodowej, nie tylko w sferze polityki podatkowej i militarnej, ale przede wszystkim w sprawach tak zasadniczych jak ochrona prawa do życia, instytucji rodziny i edukacji (http://www.lisbontreaty.ie/guarantees/full-text.asp). W reformach ustawodawczych Unii Europejskiej nie brakuje przecież słów o poszanowaniu, zabezpieczeniu, ochronie godności osoby ludzkiej; obywatele potrzebują jednak przełożenia ogólnych haseł i wartości na konkretne gwarancje swojego rządu, narodu, kultury i tradycji.
Zasady etyczne z dyskursów społecznych i debat sformułowane w unijnych traktatach muszą być ogłoszone w stanowionych normach prawnych; ale sposób, w jaki dokonało się to w dziedzinie gwarancji ochrony praw człowieka, jego godności i wolności, stało się przedmiotem ostrej krytyki. W reformach ustanawianych przez Traktat Lizboński (sankcjonuje on status prawny Karty Praw Podstawowych) chodzi głównie o niedoskonałość przepisów odnoszących się do ochrony instytucji małżeństwa, rodziny i ochrony życia.
Według Karty Praw Podstawowych, prawo do zawarcia małżeństwa i prawo do założenia rodziny są gwarantowane zgodnie z przepisami krajowymi regulującymi korzystanie z nich (art. 9). Tak sformułowany zapis napotkał jednak na krytykę w związku z brakiem definicji małżeństwa i oddzieleniu go od instytucji rodziny. Niewystarczająca okazuje się idea odesłania do regulacji krajowych – bo już prawo europejskie, a nie tylko krajowe, powinno wspierać związek kobiety i mężczyzny jako naturalną i konieczną drogę od instytucjonalnego małżeństwa do naturalnej rodziny. Chociaż sam Traktat Lizboński nie zawiera bezpośrednich zagrożeń, to obawy dotyczą kompetencji Trybunału WE, mogącego na podstawie takich nieostrych przepisów wspólnotowych narzucić państwom członkowskim niechciane normy moralne.
Po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, sankcjonującego – zdaniem krytyków – zbyt otwarty co do moralności charakter Unii Europejskiej, niepokój dotyczy roztrwonienia wartości i zasad obecnych dotąd w życiu publicznym. Dlatego właśnie, pomimo gwarancji Konstytucji RP, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej (art. 18), negocjatorzy w Traktacie z Lizbony umieścili klauzulę ochronną: Karta w żaden sposób nie narusza prawa Państw Członkowskich do stanowienia prawa w zakresie moralności publicznej, prawa rodzinnego, a także ochrony godności ludzkiej oraz poszanowania fizycznej i moralnej integralności człowieka (Deklaracja Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej). Irlandia została zmuszona do przyjęcia podobnej klauzuli przed powtórnym referendum.
Podobnie wobec przypadków naruszania godności człowieka lub pozbawiania życia na jakimkolwiek etapie wymaga się bardziej stanowczego egzekwowania zasady pierwszeństwa osoby ludzkiej przed wszystkimi działaniami społecznymi lub administracyjnymi. Ochrona życia ludzkiego, choć w dokumentach unijnych w „elokwentny” sposób dotyczy jego wymiaru społecznego (zapewnia się wolność przemieszczania się, ochronę jakości życia i pracy, zabezpieczenie przed nadużywaniem lub wypaczaniem władzy publicznej itp.), nie jest tak samo radykalna i wrażliwa wobec takich zagrożeń życia jak aborcja lub eutanazja. Zrównoważenie ochrony tych dwóch podstawowych wymiarów życia ludzkiego, a więc nie tylko społecznego, ale i indywidualnego, już na poziomie ustawodawstwa europejskiego powinno – zdaniem krytyków dotychczasowego rozwiązania w Traktacie Lizbońskim – stać się przedmiotem większej troski. Egzekwowanie prawa w zorganizowanym społeczeństwie będzie miało właściwy wymiar tylko wówczas, gdy chronione będą wartości nie tylko jakościowe, ale i wartość samego życia. Obywatele powinni przez to lepiej zrozumieć instytucje polityczne i legitymizować ich istnienie, przekonując się, że cenione jest życie każdego.
Bez względu na reprezentowane różne wizje źródeł wartości (Bóg, natura lub umowa społeczna), bez względu na organizujący się podmiot (jednostka i/lub społeczności) oraz bez względu na motywacje (spójność historyczna, dobro wspólne lub polityczna poprawność), najnowsze reformy Unii Europejskiej po raz pierwszy w historii dotykają naprawdę etyki. Nie chodzi o moralizowanie dla zasady. To, czego Unia potrzebuje teraz, to przede wszystkim głębsza identyfikacja obywateli z całym projektem europejskim. Chodzi nie tylko o wspieranie prac administracyjnych, ale przede wszystkim o odzyskiwanie klimatu współpracy i dynamizmu zarówno wśród rządów, jak i w doniesieniu do pojedyńczych obywateli.
Wartościami Unii nigdy nie przestało być wspólne działanie, zgodne z zasadami pomocniczości i solidarności, do których wielokrotnie nawiązuje również Traktat Lizboński. Idea Ojców Europy, polegająca na utorowaniu drogi od współpracy gospodarczej do integracji politycznej, pomnożona po 50 latach grubo ponad wyobraźnię wcześniejszych pokoleń, potrzebuje jednak gruntownego pogłębienia. Projekt europejski ma na pewno etyczne podstawy i to one powinny poprzedzać jedność polityczną.
Gdy głowy państw i rządów zebrały się w Berlinie na obchodach 50-rocznicy Traktatów Rzymskich, uczestnicy kongresu zorganizowanego przez Konferencję Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE) w Rzymie wystosowali do nich przesłanie: W Unii Europejskiej urzeczywistniamy nasze wspólne ideały: centralnym punktem odniesienia dla naszych wartości jest człowiek. Jego godność jest nienaruszalna. Jego prawa są niezbywalne. Prawa kobiet i mężczyzn są równe. Pragniemy pokoju i wolności, demokracji i praworządności, wzajemnego szacunku i wzajemnej odpowiedzialności, dobrobytu i bezpieczeństwa, tolerancji i zaangażowania, sprawiedliwości i solidarności. Warto budować „Europę wartości”, nawet gdyby miało to trwać 100 lat – tak długo, jak budowanie katedry, a ta katedra nowoczesnych Europejczyków powstaje na razie tylko od 50 lat.
Coraz bardziej globalna rzeczywistość stawia przed Unią Europejską nowe wyzwania – nie tylko w zakresie własnych reform administracyjnych, ale i w odniesieniu do generowania działań z poszanowaniem wartości, zwłaszcza w kontekście aktów gwałcenia praw człowieka, również na innych kontynentach. Zwalczanie biedy, zapobieganie wykorzystywaniu kobiet i dzieci, ochrona środowiska naturalnego i odpowiedzialność za innych – tym traktaty reformujące, a więc i Traktat z Lizbony, nie zajmują się ani bezpośrednio, ani doskonale, ale nikt nie powinien mieć wątpliwości, że mozolna droga do takiego właśnie wartościowego działania ma prowadzić.
Więcej o etycznych aspektach Traktatu Lizbońskiego w EuropeInfos nr 101-105 z 2008 r., dostępnych na stronie: http://www.ocipe.org.pl.
*Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora.
** o. Bogusław Trzeciak SJ – absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie i Universidad Pontificia Comillas w Madrycie; doktor prawa kanonicznego. Od 2001 roku dyrektor Katolickiego Biura Informacji i Inicjatyw Europejskich OCIPE w Warszawie, zajmującego się wymiarem etycznym integracji europejskiej (inne biura OCIPE: w Brukseli, Strasburgu i Budapeszcie). W latach 2002-2004 członek grupy refleksyjnej ds. Unii Europejskiej przy Prezydencie RP. Autor artykułów i książek z zakresu prawa wyznaniowego i stosunków państwo-Kościół.
|