|
Unia Europejska traktuje działania na rzecz równości kobiet i mężczyzn jako jeden z priorytetów swojej polityki. Zanim prześledzimy źródła, założenia i spory dotyczące obecnej polityki równościowej, zajrzyjmy jednak do dokumentów. Artykuł 3 (ust. 2) Traktatu Amsterdamskiego (1997) głosi: Zadaniem wspólnoty jest, poprzez ustanowienie wspólnego rynku i unii gospodarczo-walutowej i prowadzenie wspólnych polityk lub działań, (…) przyczynianie się w całej wspólnocie do (...) równości pomiędzy mężczyznami i kobietami. O równości mówią też artykuły 13 i 141 Traktatu, przy czym art. 13 dotyczy zwalczania dyskryminacji (tu: dyskryminacji ze względu na płeć, rasę lub pochodzenie etniczne, religię lub przekonania, niepełnosprawność, wiek lub orientację seksualną), art. 141 – możliwości wprowadzania działań pozytywnych (tu: wprowadzania rozwiązań i środków prawnych przewidujących specjalne prerogatywy dla nieproporcjonalnie nisko reprezentowanej płci, w celu ułatwienia jej przedstawicielom wykonywania pracy zawodowej).
Zapisy dotyczące równouprawnienia znaleźć można również w traktatach założycielskich i w Karcie Praw Podstawowych, a bardziej szczegółowe rozwiązania, zakazujące dyskryminacji w rozmaitych dziedzinach życia – w13 dyrektywach równościowych. Początkowo dotyczyły one tylko rynku pracy i zatrudnienia, ale z czasem obszar ten poszerzano o dostęp do towarów i usług oraz ich dostarczanie. Wśród równościowych dyrektyw za kluczowe uważa się dyrektywę 2000/78/WE z 27 listopada 2000 r., ustanawiającą ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy, dyrektywę 2002/73/WE z 23 września 2002 r. (zmieniająca dyrektywę 76/207/EWG), w sprawie wprowadzenia w życie zasady równego traktowania mężczyzn i kobiet w zakresie dostępu do zatrudnienia, kształcenia i awansu zawodowego oraz warunków pracy, jak również dyrektywę 2004/113/WE z 6 grudnia 2004 r., wprowadzającą w życie zasadę równego traktowania mężczyzn i kobiet w zakresie dostępu do towarów i usług oraz dostarczania towarów i usług.
Osią obecnej polityki równościowej nie są jednak poszczególne regulacje, lecz pewna ogólna filozofia, w której równość jest legitymizowana odgórnie, a zmiany mają charakter horyzontalny, czyli dotyczą wszystkich aspektów polityki jednocześnie. Koncepcja ta, zwana gender mainstreaming, wywodzi się z dyskusji o równości płci na forum ONZ, a jej korzenie sięgają IV Światowej Konferencji ONZ w sprawach Kobiet (Pekin 1995). Przyjęty przez 189 państw dokument końcowy Konferencji, tzw. Platforma Działania, do dziś stanowi ważny punkt odniesienia dla ruchu kobiecego na całym świecie. Platforma obejmuje liczne zasady i środki ujęte w dwunastu obszarach działania, w tle zaś pozostają trzy główne zasady: 1. prawa kobiet są prawami człowieka (co nadaje im niezbywalny i uniwersalny charakter); 2. sprawiedliwe relacje między płciami są podstawowym warunkiem zrównoważonego rozwoju i niezbywalnym elementem demokracji i 3. kraje, które podpisały Platformę, zobowiązały się do prowadzenia systematycznej polityki na rzecz kobiet i równości płci. Paragraf 202 Platformy Działania ujmuje to w następujący sposób: W kwestii mechanizmów działania na rzecz awansu kobiet rządy i inne podmioty powinny popierać aktywną i widoczną politykę włączania perspektywy kulturowej tożsamości płci (gender) do zasadniczego nurtu (mainstreaming) wszystkich strategii i programów, tak by przed podjęciem decyzji była dokonywana analiza ich skutków odpowiednio dla kobiet i mężczyzn.
To nowe podejście formalnie trafiło na forum Unii rok po Konferencji w Pekinie. W memorandum Komisji Europejskiejz 1996 r. zaproponowano, by wszystkie decyzje i działania – dotyczące polityki gospodarczej, społecznej, zagranicznej itd. – planować, wprowadzać, analizować i monitorować pod kątem płci, tj. pod kątem ich wpływu na życie kobiet i mężczyzn. Pozornie neutralne pod względem płci decyzje i działania zawierają bowiem często bezpośrednie lub pośrednie mechanizmy wykluczenia. Zamiast likwidować ich skutki, wprowadza się więc nową optykę: równościowe okulary na wszystkich etapach działania.
Koncepcja gender mainstreaming została włączona do europejskiej strategii zatrudnienia, a wynikające z niej ulepszenia mają nie tylko wpłynąć na sytuację kobiet i mężczyzn, ale także wzmocnić konkurencyjność Europy. Co istotne, różnice płci traktuje się tu jako pewną wartość – mówi się wiele o różnorodności i wykorzystaniu cennego a zaniedbanego kobiecego kapitału ludzkiego. Inicjatywa w kwestiach równościowych pozostaje głównie w rękach Komisji (w większym stopniu niż Rady Europejskiej czy Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości).
Idea włączania równości płci do głównego nurtu polityki stanowi odejście od wcześniejszych koncepcji równego traktowania i działań afirmatywnych, które polegały na wprowadzaniu szczegółowych rozwiązań i cząstkowych projektów w celu niwelowania nierówności oraz wspierania i promowania kobiet. Działania te bywały skuteczne, pozostawały jednak na marginesie unijnej polityki. Mainstreaming stanowi natomiast pewien ogólny postulat wobec władzy, zawsze pozostający w mocy: Należy uwzględniać płeć (rozumianą jako pewien konstrukt kulturowy, stąd powtarzane wciąż pojęcie gender) w procesie tworzenia koncepcji politycznych, alokacji władzy i zasobów, a także w zbieraniu danych i monitorowaniu projektów.
Gdyby zamysł mainstreaming się ziścił, idea sprawiedliwości płci wyszłaby z getta pro-kobiecych inicjatyw i przeniknęłaby wszystkie sfery życia. Czy tak się stało? Chociaż w latach 90. wiązano z gender mainstreaming wielkie nadzieje, w analizach z ostatnich lat dominuje nuta rozczarowania. Mainstreaming stanowi w istocie instytucjonalizację postulatów ruchu wyzwolenia kobiet, zmierzających do zmiany tradycyjnych ról płci i likwidacji systemowych niesprawiedliwości. Ten właśnie instytucjonalny wymiar współczesnej polityki równościowej budzi zastrzeżenia i kontrowersje. Przyjrzyjmy się kilku z nich.
Jeśli spojrzeć na gender mainstreamining z perspektywy historycznej i politycznej, okaże się, że koncepcja ta wynika z ewolucji myśli i strategii działania na rzecz kobiet, charakterystycznej dla rozwiniętych państw zachodnich. Pod pewnymi względami więc koncepcja ta, jak zauważają sceptycy, niekoniecznie pasuje do realiów innych państw. Aby maintreaming miał szanse powodzenia, muszą istnieć pewne gotowe, sprawnie funkcjonujące struktury administracji państwowej. Jak pisze Barbara Unmüßig w ważnym tekście podsumowującym (2008: 11): Koncepcja gender mainstreaming zakłada de facto, że w państwach istnieją instytucje, które do pewnego stopnia zobowiązały się do ogólnej pieczy. W większości krajów realia są zupełnie inne. Owe „inne realia” to braki w demokracji, charakterystyczne dla państw rozwijających się, co stało się oczywiste już w pierwszych latach po Pekinie. Podobne problemy, choć na inną skalę, dotyczą też nowych państw członkowskich UE.
Inny ważny zarzut wobec koncepcji mainstreaming dotyczy wysokiego poziomu ogólności tej zasady, technokratycznego brzmienia samej nazwy oraz faktu, iż w rozmaitych kontekstach może być ona rozumiana bardzo różnie. Można zaryzykować tezę, że jest to projekt równościowy dla zaawansowanych – zamiast dawać konkretne reguły i wytyczne, proponuje się ogólną zasadę, po czym zakłada gotowość do jej wdrażania, dobrą wolę, i wiedzę – tych zaś w rzeczywistości często brakuje. Z drugiej jednak strony unijny dyskurs równościowy niewątpliwie przyczynił się do legitymizacji zasad równości płci także w nowych państwach Unii, dał narzędzia nacisku organizacjom pozarządowym, pozwolił wprowadzić tematykę gender na uczelnie itp.
Kolejny ważny zarzut dotyczy kondycji ruchu kobiecego. Warto pamiętać, że lata 90., w których powstawała omawiana koncepcja, to dla feminizmu początek pewnej nowej fazy rozwoju. Jej cechy charakterystyczne to koordynacja i profesjonalizacja działań – tworzenie sieci organizacji kobiecych, które następnie podejmują lobbing (w gremiach ONZ, w parlamentach poszczególnych państw, a w przypadku UE – w Komisji i Parlamencie Europejskim). W Europie (także Środkowej i Wschodniej) powstawały w tym okresie sieci kobiecych NGO, a w 1990 r. powstało Europejskie Lobby Kobiet (EWL) – parasolowa organizacja z siedzibą w Brukseli, skupiająca organizacje z wszystkich państw członkowskich. Pekin stanowił szczytowy punkt tej nowej fazy rozwoju.
Otóż jednym z efektów ubocznych przejścia od cząstkowych projektów wspierających kobiety do mainstraming’u jest wysoka specjalizacja i profesjonalizacja ruchów społecznych. Zamiast nacisków oddolnych, mobilizowania ludzi czy organizowania protestów ulicznych, działaczki na rzecz równości uczą się trudnej sztuki nawigacji po unijnych funduszach i projektach. Z jednej strony oznaczać to może większą skuteczność ich działań, z drugiej jednak – jak powiadają sceptycy – odgórna legitymizacja prowadzi do atrofii spłeczeństwa obywatelskiego. Porywająca idea równości zamienia się w technokratyczny projekt dla specjalistek. Jak pisze B. Unmüßig (2008: 13): Organizacje kobiece przekształciły się w przedsięwzięcia społeczne, które mają większą odpowiedzialność wobec sponsorów niż wobec tych, dla dobra których działają.
Niektórzy prowadzą ten zarzut dalej, twierdząc, że równość stała się w Unii swego rodzaju biznesem, prowadzonym na sposób rynkowy, w duchu wytycznych Banku Światowego. Gender mainstreaming jawi się tu jako przejaw uwikłania kwestii płci w dominujący w Unii paradygmat neoliberalny, innymi słowy, jako zawłaszczenie ruchów kobiecych przez wolny rynek. Rezygnacja z radykalnych lewicowych postulatów charakterystycznych dla ruchu kobiecego lat 60. i 70. oznacza odejście od wizji sprawiedliwości płci i głębokiej przemiany społeczeństw na rzecz myślenia o równości wyłącznie w kategoriach opłacalności i konkurencyjności. Towarzyszy temu, jak zauważają m.in. Susanne Schunter-Kleeman i Dieter Plehwe (2005), charakterystyczna nowomowa korporacyjna, język przejęty z teorii “zarządzania różnorodnością”, której źródła można prześledzić w USA w latach 80. Słyszymy zatem, że kobiety warto aktywizować bo stanowią “cenny zasób ludzki”; równość płci jest opłacalna bo zwiększa „motywację”, „kreatywność”, „efektywność” oraz wzmacnia dobry wizerunek firmy (państwa, Unii itp.). Na dalszy plan schodzą natomiast potrzeby i interesy samych kobiet, a idealistyczny projekt równości płci zostaje zdegradowany do poziomu prospektów reklamowych.
Tymczasem to, co opłacalne w sensie rynkowym, niekoniecznie jest dobre dla kobiet jako pracobiorców. Państwo prawdziwie zorientowane na równość powinno umieć stawiać opór idei konkurencyjności, gdy znajdzie się ona w konflikcie z równością. W głęboko krytycznym wobec omawianych zjawisk artykule S. Schunter-Kleeman i D. Plehwe (2005: 9) czytamy, że w wyniku neoliberalnych strategii promujących większą elastycznośc na rynku pracy, w całej Europie radykalnie wzrosła liczba zatrudnionych kobiet pozbawionych odpowiedniej prawnej i społecznej ochrony, odpowiednich wynagrodzeń i zasiłków. Innymi słowy, przy całej nośności haseł w rodzaju „Równi w pracy – to się opłaca” (hasło towarzyszące projektowi Gender Index (UNDP) w 2008 r., które pojawiło się m.in. na plakatach w ramach ogólnopolskiej kampanii społecznej), trzeba bronić równości także tam, gdzie się ona nie opłaca, a wręcz kosztuje.
Barbara Unmüßig (2008: 13) przyznaje, iż jest wiele racji w twierdzeniu, że gender mainstreaming stało się ‘zakładnikiem’ rozmaitych biurokratycznych instrumentalizacji i nadużyć. Strategia ta niesie ze sobą zarówno siłę, jak i ograniczenia polityki instytucjonalnej. Z jednej strony jest to próba wymuszenia na – w dużej mierze zdomininowanych przez mężczyzn – instytucjach, by traktowały problem nierówności poważnie, nigdy nie tracąc go z oczu. Z drugiej strony, mainstreaming oznacza odejście od wcześniejszych strategii ruchu kobiecego – a także od buntu i nieufności wobec męskiej kultury – w kierunku głównego nurtu polityki. Okrzepnięcie w ramach instytucji unijnych stanowi istotny zwrot dla ruchu kobiecego, którego początki były głęboko krytyczne wobec świata władzy, polityki i rynku. Efektem jest szersza skala działań, większa legitymizacja dla idei równości, ale także rezygnacja z części radykalnych postulatów feminizmu. Kontrowersje i rozczarowania są nieuniknione, bowiem to, co dla jednych oznacza konieczny kompromis, dla innych jest kapitulacją, zdradą ideałów i wchłonięciem ruchu kobiecego przez „system”.
Cytowane źródła:
1. Dominika Bychawska, Unia nierychliwa, ale sprawiedliwa. O konsekwencjach niewprowadzenia przez Polskę dyrektyw równościowych. (http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=522)
2. Barbara Unmüßig, Gender mainstreaming. Co zostało z radykalizmu koncepcji dziesięć lat po Pekinie? W: Gender Mainstreaming. Jak skutecznie wykorzystać jego polityczny potencjał? Red. Agnieszka Grzybek, Fundacji im. Heinricha Bölla w Polsce, Warszawa 2008 (plik pdf dostępny na stronie: http://boell.pl/web/219-314.html).
3. Susanne Schunter-Kleeman / Dieter Plehwe, Gender mainstreaming.Włączanie kobiet do neoliberalnej Europy. Tłum. Marta Elas. Biblioteka Online Think Tanku Feministycznego (plik pdf dostępny na stronie: http://www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny/readarticle.php?article_id=250)
* Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora.
**Agnieszka Graff – doktor literatury angielskiej; adiunkt w Ośrodku Studiów Amerykańskich w Instytucie Ameryk i Europy Uniwersytetu Warszawskiego. Prowadzi zajęcia z zakresu literatury i kultury amerykańskiej; od lat uczy też w ramach Gender Studies na UW. Absolwentka Amherst College, Uniwersytetu Oxfordzkiego oraz Szkoły Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii w Polskiej Akademii Nauk (doktorat: 1999 r.)
Jest autorką książek Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym (2001) i Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie (2008) oraz licznych artykułów naukowych, esejów i felietonów poświęconych myśli feministycznej, płci w kulturze popularnej i ruchowi kobiecemu w USA i w Polsce. Stypendystka Fundacji Fulbrighta (2004/2005) w ramach programu New Century Scholars Towards Equality. The Global Empowerment of Women. Współpracuje z Helsińską Fundacją Praw Człowieka. Jest członkinią zespołu Krytyki Politycznej.
|