|
Kilka tygodni temu w Brukseli miałem okazję uczestniczyć w bezprecedensowym wydarzeniu. W Sali Obrad Parlamentu Europejskiego odbyła się historyczna pierwsza sesja Europejskiego Parlamentu Przedsiębiorstw – zorganizowana przez Eurochambres przy współudziale Krajowej Izby Gospodarczej. Uczestniczyło w niej ponad 770 przedsiębiorców z Unii i krajów pozaunijnych – i przyznam, że widok tak wielu przedstawicieli europejskiego biznesu zebranych w jednej sali i wspólnie wyrażających swoje zdanie na temat europejskiej polityki wobec sektora MSP robił imponujące wrażenie. Pełna przedsiębiorców sala obrad była doskonałym symbolem jednoczącej się Europy, w której przedsiębiorcy z różnych krajów, na co dzień często ze sobą konkurujący, mają wspólne problemy i potrafią o nich wspólnie dyskutować.
Kiedy jednak Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, gość honorowy obrad, mówił o przygotowanym planie ratunkowym dla europejskiego sektora finansowego, który – jak pamiętamy na początku dotyczył głównie krajów strefy euro – pomyślałem, że pomimo ponad czterech lat członkostwa w Unii Europejskiej do pełni integracji pozostał Polsce jeszcze jeden istotny krok – wejście do strefy euro. I dopóki to się nie stanie, nie będzie można mówić o naszym pełnym uczestnictwie w zjednoczonej Europie.
Po wielu latach nalegań środowiska polskich przedsiębiorców na przyspieszenie decyzji o przyjęciu przez Polskę wspólnej waluty doczekaliśmy się nareszcie konkretów. Rząd przyjął harmonogram wstępowania Polski do strefy euro, z którego wynika, że to historyczne wydarzenie nastąpi 1 stycznia 2012 roku. Zadowolenie nie trwało zbyt długo, ponieważ tuż po ogłoszeniu harmonogramu pojawiły się wątpliwości, czy polityczne problemy nie spowodują przesunięcia przyjętej w harmonogramie daty. I jak zwykle w przypadku publicznej dyskusji na temat euro nie zabrakło głosów sceptyków, wieszczących podwyżki cen i straszących społeczeństwo wizją finansowego zniewolenia po przyjęciu euro. Pojawił się również pomysł przeprowadzenia referendum.
Reakcje na plany rządu potwierdziły, że droga Polski do strefy euro nie będzie łatwa i wymagać będzie przezwyciężenia wielu problemów politycznych. Nie obędzie się też bez wielu odważnych posunięć w sferze ekonomicznej, wśród nich m.in. reformy finansów publicznych zmierzającej do ograniczenia socjalnych wydatków państwa. Bez jej przeprowadzenia szanse na spełnienie przez Polskę kryteriów konwergencji będą niewielkie.
Nerwowa reakcja niektórych środowisk na plan wprowadzenia euro uświadomiła również to, co pokazało niedawne odrzucenie traktatu lizbońskiego w Irlandii. Europejskie inicjatywy nie mogą odbywać bez dialogu społecznego, w którym wszyscy obywatele mają szansę poznać wszystkie pozytywne i negatywne strony – w tym przypadku wprowadzenia wspólnej waluty
Dlatego cieszę, się iż w harmonogramie przedstawionym przez rząd znalazła się również kampania społeczna. Od jej skuteczności w dużej mierze będzie zależeć, czy Polska przyjmie euro, jako swoją szansę, czy jako niechciany prezent.
Środowiska polskich przedsiębiorców nie trzeba przekonywać do pozytywnych skutków wejścia do strefy euro. Dotyczy to szczególnie firm, które prowadzą biznes z krajami Unii – do których trafia 75% polskiego eksportu. Dla nich ryzyko kursowe jest jedną z największych barier w rozwoju biznesu i powoduje osłabianie konkurencyjności na europejskim rynku spowodowane koniecznością korzystania z kosztownych instrumentów zabezpieczających przed ryzykiem. Ostatnie wydarzenia na rynku walutowym pokazały dobitnie, że nawet teoretycznie korzystne dla eksporterów osłabienie złotego, jeśli jest nieprzewidywalne może także przyczynić się do strat. Dlatego już samo wejście w mechanizm ERM II byłoby korzystne dla polskiej gospodarki.
Wyeliminowanie ryzyka kursowego to tylko jeden z wielu argumentów przemawiających za najszybszym wejściem do strefy euro. Dostęp do tańszych kredytów, uniknięcie kosztów transakcji walutowych, włączenie się do wspólnej europejskiej polityki monetarnej – te i inne korzyści są polskiemu biznesowi doskonale znane. Pozytywne dla Polski byłoby także wyjście z tzw. koszyka państw Europy Środkowo-Wschodniej. Obecnie odczuwamy skutki zawirowań na rynku finansowym niezależnie od tego, czy dotyczą one giełdy w Budapeszcie, czy Warszawie.
Obawiam się jednak, że w publicznej debacie na temat terminu przyjęcia w Polsce euro pozytywny głos przedsiębiorców nie będzie miał decydującego znaczenia. W Polsce nadal funkcjonuje swoisty dualizm: coś jest dobre dla społeczeństwa, albo dobre dla przedsiębiorców i gospodarki. W publicznej dyskusji te dwie wartości często są sobie przeciwstawiane. Dopóki politycy i społeczeństwo nie uświadomią sobie, że powinny iść z sobą w parze, przyjęcie w Polsce euro będzie miało wielu przeciwników. Często powołują się oni na argument suwerenności w sprawie polityki monetarnej, która zostanie w momencie wejście do strefy euro będzie ograniczona. Powołując się po raz kolejny na przykład wydarzeń z ostatnich miesięcy zapytałbym, czy od zapewniającego stabilizację wejścia do strefy euro większym „zniewoleniem” nie jest zdanie się na łaskę kapitału spekulacyjnego, który w krótkim czasie może osłabić lub wzmocnić polską walutę nawet o kilkadziesiąt procent? Na to pytanie przeciwnicy euro powinni sobie odpowiedzieć sami.
|